biuletyna.blox.pl

o innych zwierzętach

  • czwartek, 28 lutego 2013
    • 0173 FASHION WEEK POLAND ZBLIŻA SIĘ WIELKIMI KROKAMI... I CO?

       

       

      Out of Schedule

       

       

       

      Główną sensacją najbliższego Fashion Philosophy Fashion Week Poland będzie niewątpliwie brak Maldorora, a raczej przyczyna jego braku. Ubiegłosezonowy chwyt z tzw. mamą Madzi zelektryzował, owszem, ale byłam przekonana, że wyłącznie tabloidowch pieniaczy nijak nie związanych z modą i modą się nie interesujących. Niestety, z oficjalnych komunikatów wynikało, że nawet organizatorzy uwierzyli, że na wybiegu pojawi się Katarzyna W., bo zapewnili, że gwarantują jej bezpieczeństwo na wypadek, gdyby celebrytki z pierwszych rzędów, a także miłośnicy mody z ostatnich rzędów chcieli ją zlinczować, zanim prawomocny wyrok sądowy skarze ją na zawiasy. Katarzyna W. się rzecz jasna nie zjawiła, a organizatorzy najwyraźniej nie podzielili zachwytu niektórych akcją społeczną Maldorora, bo swojej kolekcji na nowy sezon artysta w Łodzi nie pokaże. Jakoś mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby po tylu latach udziału w Fashion Philosophy Fashion Week Poland propozycja Maldorora była nieodpowiednio niskiego, jak na OFF, czy raczej już Designer Avenue poziomu.

       

       

      Mam nadzieję, że marce ta nieobecność wyjdzie na dobre, i to wcale nie paradoksalnie, bo w skali Europy Fashion Philosophy Fashion Week Poland nie ma większego prestiżu [Mediolan, Londyn i Berlin owszem, ale do Łodzi wszystkim już za daleko], obiektywnie rzecz biorąc. Jednak ujmując ją subiektywnie, to największa krajowa impreza tego typu. Oprócz oczywistych kosztów ponoszonych przy przygotowaniu kolekcji nic nie trzeba do niej dokładać. Niedogodności organizacyjnych jest mnóstwo, ale są także profity. Największym plusem udziału w niej jest darmowa reklama, bo Fashion Philosophy Fashion Week Poland nie jest może ceniona za granicą, ale przez krajan gloryfikowana, licznie opisywana, w dziesiątkach artykułów nieprofesjonalnych i może ze trzech profesjonalnych, i dokumentnie obfotografowywana. Nie jest już tak ważne, co się pisze, jeśli tylko nazwa się zgadza. Jest zdjęcie, jest podpis, ludzie linkują, gazety drukują, styliści schodzą się tłumnie i może nawet w końcu ktoś coś kupi. Wielu przestaje być anonimowymi, chociaż nigdy nie powinno. Afront ze strony organizatorów może zaprowadzić projektanta na inne tory promocji, a raczej będzie musiał, bo, jak przypuszczam, ambicja nie pozwoli mu zgłaszać się do udziału w kolejnym sezonie. To bardzo ciekawe, jak Maldoror poradzi sobie bez wsparcia Jedynej Słusznej Imprezy Modowej. Byłoby chyba trochę wstyd pokazać się na tym samym wybiegu, co Natalia Jaroszewska i Ewa Szabatin i mam nadzieję, że ta myśl pomoże na otarcie łez, bo reakcja na odrzucenie była bardzo emocjonalna. Spokojnie, talent pozwoli przejść niezbrukanym nawet przez polskie piekiełko. UPDATA: Maldoror będzie miał indywidualny pokaz w maju, w stolicy Rzeczypospolitej Polskiej. No i dobrze, a nie jakieś pierdoły. Dawno powinien się okopać w jakimś Hiltonie, czy gdzieś, i robić za ekscentrycznego wizjonera.

       

       

      Ale to tak tylko tytułem dygresji, ponieważ,

       

       

      jak i rokrocznie, i tym razem skupię się na markach i pokazach strefy OFF, poświęcając im około tygodnia czasu i uwagi, by w tym wycinku miesiąca uniknąć robienia rzeczy ważnych, co zapewne się potem na mnie zemści mściwie.

       

       

      W tym roku Rada Programowa OFF postanowiła dodać procesowi rekrutacyjnemu dla projektantów dreszczu emocji i podzielić na dwa etapy, ujawniając tym samym, kogo bierze pod uwagę, a potem odrzuca. Być może po części dlatego, by uniknąć czepialstwa, że to niemożliwe, by na OFF zgłaszali się wyłącznie tak słabi twórcy, jak zdarza się widzieć na wybiegu. A może na dowód, że kiedy spływa mnóstwo zgłoszeń, to nie są w stanie za jednym zamachem wyłonić tych, co trzeba, bo nie ogarniają. W internecie pojawiła się też skromna dokumentacja fotograficzna obradującego jury. Dzięki temu czytelnicy mieli okazję zobaczyć, jak wygląda jury, i jak samo się ubiera. Nie wiem, czy był to rozważny krok. Nie znam też wszystkich pretendentów do pojawienia się na Out of Schedule, nie mogę więc przyklasnąć wyborowi żury, bo znam tylko kilku odrzuconych. Mam jednak nadzieję, że tzw. rada programowa wiedzą, co robią.

       

      Oto, kogo żury wybrało: DOMINIKA CYBULSKA / HANGER / HERZLICH WILLKOMMEN / IMA MAD / SOFIA FRENCH / KAMIL SOBCZYK / KAS KRYST / KATARZYNA GÓRECKA / MONIKA BŁOTNICKA / MONIKA GROMADZIŃSKA / BAJER OLA – BOLA / PAULINA PLIZGA / THUNDER BLOND. O pięciu aż nazwiskach nic nie wiem, nie znam. Dowiem się, o ile zadbały o swoją reprezentację w internecie.

       

       

       

       

      Trwa zamieszanie z lokalizacją pokazów. Wieść mówi, że Aleja Projektantów ma być oddzielona od Out of Schedule i Showroomu [który nie jest showroomem, bo można w nim kupować, ku uciesze projektantów], a raczej Out of Schedule ma być oddzielone od reszty. Dzięki temu będzie można sprzedać więcej stoisk strefy Showroom, korzystając z pomieszczeń opróżnionych przez Out of Schedule. Problem w tym, że ci, którzy te stoiska już opłacili, nie wiedzieli, że Out of Shedule będzie gdzie indziej. A prawda jest taka, że Showroom ogląda się w oczekiwaniu na pokazy OFF, bo nie ma nawet gdzie lędźwi zasadzić i posiedzieć. A pokazów OFF przy Showroomie nie będzie. Jak wpłynie to na dochody sprzedawców z Showroomu, i czy ktoś pofatyguje się nie wiadomo gdzie specjalnie na pokazy OFF – zobaczymy. Abstrahując od tego, jak ma się to ze światowymi tygodniami mody, wydaje mi się to niepocieszającą wiadomością. Tak duża krajowa impreza ciągle jest przez swoje macierzyste miasto traktowana po macoszemu i upychana byle gdzie. Ledwo dwa sezony w jednym miejscu, a teraz? Wersja, że rozrzucenie całej imprezy po różnych punktach Łodzi ma na celu promocję rozrośniętej wsi Łódka, nie przemawia do mnie. Jestem za osadzeniem Fashion Philosophy Fashion Week Poland w jednym, stałym miejscu, gdzie będzie można dojechać i spędzić cały dzień, od oglądania straganów Showroomu po ostatni „gwiazdorski” pokaz Designer Avenue [za wyłączeniem posiłku w miejscowym barze, gdzie świeżość to loteria]. Wiem, wiem, łatwo sobie mówić, trudniej zrobić. Ale wierzę, że organizatorzy staną na wysokości zadania, by dowieść, że Łódź to nie zapadła, zapomniana pofabryczna mieścina z krzywymi chodnikami, płonącymi śmietnikami i żebrzącymi dziećmi, po której strach chodzić przed zmrokiem, a Fashion Philosophy Fashion Week Poland to nie zaściankowa impreza dla czternastoletnich blogerek, które chcą się „podlansować”.

       

       

      A teraz zakończenie wpisu.

      Ubierz się głupio, kręć się cały dzień, porobią ci zdjęcia, przejdziesz do historii nowożytnej. Będą też jakieś pokazy.

      Nie, żebym była złośliwa, czy sfrustrowana. Ależ skąd, jestem piękna, zdolna, młoda, niczego mi nie brakuje i wszyscy, prócz maluczkich zakompleksieńców się o mnie zabijają. Ale jestem starej daty i nie robię niczego na siłę*. Dlatego 75% Fashion Philosophy Fashion Week Poland mnie śmieszy. Nie bawi, a śmieszy. Jest mi przykro, ale jednocześnie cieszę się, że Fashion Philosophy Fashion Week Poland istnieje. Mam nadzieję, że będzie się rozwijać. Mam nadzieję, że zacieśnianie się „globalnej wioski” i błogosławieństwo internetu z jego youtubem, tumblrem i blogspotem da wkrótce wszystkim do zrozumienia, co dzieje się na świecie. I że warto do tego równać, bo przerastać pewnie już nie, o zastosowaniu własnej inwencji już nie wspominając. W końcu jeżdżę tam dla pokazów, a nie gości, pomieszczeń, kafeterii czy lekceważącego sposobu traktowania odwiedzających.

       

       

      W powyższym tekście nazwy Fashion Philosophy Fashion Week Poland użyto 8 [osiem] razy, OFF 7 [siedem], Showroom również 7 [siedem] razy, a Out of Schedule tylko 2 [dwa].

       

       

       

      * Póki mi nie płacą, he he!

       

       


      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lutego 2013 20:38
  • poniedziałek, 14 stycznia 2013
    • 0171 MONIKA BŁOTNICKA - KOLEKCJA I WYWIAD

       

       

      Monika Błotnicka

       

       

       

      B: Pisała mi Pani, że ma już wykształcenie w kierunku, który trudno łączyć z modą. Proszę opowiedzieć o nim więcej.

       

      MB: Skończyłam studia na wydziale Zarządzania i Marketingu na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, później też biznesowe studia podyplomowe z Zarządzania i Marketingu w Szkole Głównej Handlowej. Już na studiach zaczęłam pracować w marketingu i PR w firmach działających w branży IT (mniejszych, ale też giełdowych), produkujących i wdrażających oprogramowanie dla firm telekomunikacyjnych, instytucji finansowych i różnego rodzaju firm.

       

       

       

       

      B: Skąd więc przyszedł pomysł na projektowanie strojów? Czy to Pani pasja, odskocznia od zawodu? A może wybór drogi edukacji był trochę chybiony, a teraz zwraca się Pani w tę właściwą stronę?

       

      MB: To nie pomysł, to marzenie, a marzenia się spełniają. Co prawda moje „spełnianie” trochę trwało, ale mam nadzieję, że będzie się teraz tylko rozwijać. Uważam też, że skończone szkoły, a przede wszystkim doświadczenie zawodowe bardzo mi może też pomóc w realizacji marzeń.

       

       

       

       

      B: Od jak dawna Pani projektuje? Czy pokaz w Łodzi był Pani debiutem? Skąd pomysł, by się tam zjawić?

       

      MB: Wiem, że pewnie wszyscy projektanci tak mówią, ale moja przygoda z szyciem i też poniekąd projektowaniem zaczęła się w dzieciństwie, w szkole podstawowej – wtedy zaczęłam szyć ubrania dla lalek dla mojej młodszej siostry, jak się mama dowiedziała, że sama wzięłam maszynę i szyję była mała awantura, ale później mogłam już szyć dla lalek, później dla siebie i swoich sióstr. Nie wiem skąd to się wzięło, zawsze miałam pewne zdolności manualne i lubiłam robić takie rzeczy, rozważałam nawet pójście do liceum plastycznego, ale zwyciężył rozsądek – „normalne” liceum i „normalne” studia, „normalna” praca :). Pracując już zawodowo w Krakowie postanowiłam zrealizować swoje „marzenie/hobby/to co zawsze chciałam próbować robić”. Zapisałam się do Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. To był bardzo fajny czas, ale też bardzo, bardzo wyczerpujący – byłam bardzo zmotywowana wyciągnąć z tych studiów wszystko :) i starałam się realizować wszystkie projekty w szkole najlepiej jak potrafię… Po pracy - do rysunków, projektów, sztalug i uczenia się np. historii sztuki, historii ubioru, kompozycji – super doświadczenie, ale dla mnie naprawdę ogromny wysiłek. Kolekcję dyplomową pokazałam na Warsaw Fashion Street, gdzie dostałam nagrodę główną – Talent Warsaw Fashion Street - to były pierwsze pokazy. Później brałam udział w kilku konkursach. Chciałam pokazać swoją kolekcję na Fashion Week sezon wcześniej, ale miałam operację kolana i nie byłam w stanie tego zrealizować, ale już w następnym się udało. Oczywiście planuję zgłosić się na nadchodzący Fashion Week.

       

       

       

       

       

      B: O co chodzi w „Roku Świetlnym”? Co chciała Pani przekazać odbiorcom?

       

      MB: Kolekcja została zainspirowana siłą światła i pokazuje płynność kolorów, które nakładane na siebie i prześwietlane tworzą nowe tony i wzory. Dlatego wykorzystałam przezroczyste tkaniny w różnych kolorach, tkaniny z trochę zwierzęcym wzorem, ale też mocno prześwietlone, a wszystko wyraźnie zaznaczone niejako „w ramkach”. Nie mam jakiegoś wzniosłego przekazu, zależało mi na stworzeniu swobodnych sylwetek, z lekką nutą sportową.

       

       

       

       

      B: Jak długo trwały przygotowania kolekcji? Czy wszystkie sylwetki wykonała Pani sama, czy korzysta z pomocy krawców? Jak wygląda proces realizacji, od pomysłu do gotowej sztuki odzieży?

       

      MB: Całe przygotowania licząc od zbierania pomysłów i „pierwszego szkicu” pomysłu na kartce, zbierania inspiracji i też śledzenia trendów – naprawdę długo, nie przesadzając parę miesięcy. Czas samego szycia – najkrótszy – około 2 – 3 tygodnie. Wszystkie sylwetki wykonałam samodzielnie – konstrukcja i wykonanie. Mam zaprzyjaźnione krawcowe – bardzo dobre, ale cześć rzeczy zmieniała się w trakcie „ubierania manekina” w stosunku do projektu na kartce i nie byłam w stanie tego oddać :) Cały proces zaczyna się od zbierania inspiracji i dobrego researchu trendów, kolorów, tkanin, a ponieważ nie mam dostępu i nie stać mnie też na specjalistyczne raporty bazuję na tym co wyciągnę z sieci, śledzę bardzo dużo różnych blogów i stron internetowych, od poświęconych nowoczesnemu designowi, nowinkom technicznym, marketingowym, po ściśle poświęcone modzie. Przeglądam je, zapisuje do foldera „Fajne” wszystko co mi się podoba – forma, kolor, obrazek, zdjęcia – wszystko. To jest baza do pomysłu na kolekcję. Wybieram z tego zbioru kilka elementów/ obrazów/ zdjęć, które stanowią inspirację. Przeważnie zawsze mam ze sobą notatnik, gdzie bazgrolę już konkretne pomysły na sylwetki i dokładnie opisuję (bo często z tych bazgrołów nie jestem w stanie dokładnie określić o co mi chodziło i opis jest bardzo ważny). Szkiców i pomysłów jest bardzo dużo, wybieram te, które najbardziej mi się podobają i dopracowuję kilka w szkicach. Staram się też już na tym etapie mieć tkaniny, jest to bardzo, bardzo trudne… Znalezienie odpowiednich tkanin w Polsce - jest mały wybór, wszystko szare bure i czarne, bardzo mało tkanin z deseniami i kolorami (no chyba, że kwiatki, choć nie mam nic w kwiatki), dlatego często sama „preparuję tkaniny”. Później konstrukcje, na tym też mi schodzi trochę czasu zwłaszcza jak są bardziej skomplikowane i już samo wykonanie/ dopracowanie szczegółów. Tak w skrócie wygląda u mnie proces tworzenia ubrań.

       

       

       

       

       

      B: Czy praca za kulisami na FW była dla Pani nowym doświadczeniem? Jak sobie Pani poradziła?

       

      MB: Było ciekawie, uczestniczyłam w różnych pokazach i organizacja za kulisami podczas Fashion Week była najlepsza. Na zapleczu towarzyszy nam naprawdę sztab ludzi, którzy pomagają – garderobiane, wsparcie organizacyjne dla projektantów - Ola Kmiecik, fryzjerzy, makijażyści, choreograf. Poza tym przed pokazem pomagała mi znajoma, która cały czas się dopytywała „Monika, nie denerwujesz się?”, a ja na to że nie, czym, przecież wszystko gotowe, wszystko pasuje, fryzury zaplanowane, make-up też, wszystko zrobione, już nic nie zmienię, co ma być to będzie :) I było, niestety na końcu modelki pomyliły całkowicie układ, ale podobno nie było tego widać :) Wszystko bardzo sprawie i sympatycznie, bezstresowo. Ja tak mam, że staram się wszystko zaplanować, zrobić i przewidzieć wcześniej, to wynika z mojego charakteru i lat pracy nad bardzo różnymi projektami marketingowymi, które organizowałam – wszystko musiało być wcześniej zaplanowane, przewidziane i spisane, nic nie może nam zaskoczyć, a jeśli tak to zawsze jest jakieś rozwiązanie.

       

       

       

       

      B: Jakie były reakcje na zestaw, który Pani zaprezentowała? Czy była Pani zadowolona z odzewu? Czy zainteresowała stylistów – można ją zobaczyć w prasie?

       

      MB: Raczej pozytywne w mojej ocenie, a jeśli była krytyka, to chciałam to usłyszeć :), bardzo mi zależało po wysłuchaniu wszelkich opinii – pozytywnych i negatywnych. To pozwala mi spojrzeć na to co robię nie tylko z mojej perspektywy (bo mi się oczywiście wszystko podoba, no prawie wszystko :), ale też osób które znają się na tym, są w stanie ją profesjonalnie ocenić (oczywiście każdy ma swoją stylistykę, przez którą ocenia). Bardzo mi zależało na takich opiniach – niezależnie jakie miałyby być, wszystkie są ważne i każdą dokładnie przemyślałam i z niektórymi się zgadzam:) Jestem zadowolona z odzewu. Kolekcja też zainteresowała stylistów, ale nie jest to jakaś szumna ilość :) Mam tu też pewne przemyślenia i plan działania, żeby to poprawić.

       

       

       

       

      B: Kolekcja utrzymana w tym stylu z powodzeniem mogłaby został pokazana na Alei Projektantów. Czemu wybrała Pani OFF i czy planuje „przeprowadzkę” na na ten drugi wybieg, który jest przecież traktowany poważniej, częściej opisywany, łatwiej zostać tam zauważonym?

       

      MB: Aleja to oczywiście moje DUŻE MARZENIE, myślę też (oczywiście nie wiem tego, bo nie sprawdzałam), że bardzo, bardzo trudno się na nią dostać – ostra selekcja i duża konkurencja (to też tylko moja opinia). Nie wierzyłam też do końca, że moja kolekcja ma szanse na Alei, ale z niektórych opinii osób, które wysłuchałam/ przeczytałam po FW – być może faktycznie można było ja pokazać na Alei? Byłam pierwszy raz na FW, postanowiłam pokazać się na OFF, ponieważ to mój debiut na FW, a też moja kolekcja nie jest taka oczywista „do chodzenia na co dzień”, ponieważ Aleja to dla mnie bardzo poważna sprawa – o czym za chwilę. Problemu natomiast nie stanowiła dla mnie większa ilość sylwetek. Wracając do „poważnej sprawy” - Aleja to dla mnie naprawdę poważna rzecz, pewnego rodzaju deklaracja – mam własną markę, pracuję nad jej rozwojem i promocją, działam zgodnie z opracowaną strategią, robię pełne kolekcje co najmniej dwa razy do roku, sprzedaję i rozwijam sprzedaż swoich kolekcji, mam dobrze zdefiniowane zaplecze (tkaniny, szwalnie itp.) po prostu to biznes. Chciałabym tak działać, ale nie mam jeszcze poukładanych „wszystkich klocków”.

       

       

       

       

       

      B: Czy jechała Pani do Łodzi z konkretnym nastawieniem, liczyła na sukces? Jest Pani pełna pokory i otwarta na szczere recenzje i sugestie widzów, czy może opinie to sprawa drugorzędna, bo kieruje się Pani wyłącznie własnym gustem?

       

      MB: Pojechałam do Łodzi, bo chciałam się sprawdzić, zobaczyć, usłyszeć o swojej pracy opinie – pozytywne lub negatywne, zrobić pierwszy krok, żeby zacząć pracować nad własną marką, nawiązać kontakty, poznać i zobaczyć prace i podejście do biznesu modowego innych projektantów. Chciałam się też przekonać jak się ma od strony finansowej polska branża i jest ciężko. Jestem otwarta na szczere recenzje i opinie niezależnie jakie by były, pokazują inne spojrzenie, coś czego ja nie widzę, a ktoś z zewnątrz od razu to zauważa. Z niektórymi opiniami po OFF zgadzam się :)

       

       

       

       

      B: Dla kogo Pani projektuje? Czy koncentruje się na ustalonym „targecie”, czy konkretny rys klientki-wzorca jeszcze się nie ukształtował?


      MB: No cóż… Ja mam tu „rozdwojenie jaźni”, dokładnie wiem, jak należy wszystko „poukładać”, ale nie mam tego jeszcze ostatecznie zdefiniowanego. Zależy mi na tworzeniu rzeczy „ze szczyptą pieprzu”.

       

       

       

       

      B: Gdzie można kupić Pani prace? Oferuje Pani gotowe egzemplarze, czy są możliwe przymiarki? Jak kształtują się ceny?


      MB: Na razie tylko u mnie :), rozmawiam z 3 sklepami on–line i pracuję nad swoją stroną. Tak to czasami bywa, że szewc bez butów chodzi… Oferuję gotowe egzemplarze, ale też szyję na zamówienie, jest możliwość dopasowania wszystkiego, wykonania konkretnego modelu dla konkretnej osoby.

       

       

      


      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

      Monika Błotnicka

       

       

       

      Zdjęcia: Monika Motor / Modelka: Justine, United for Models / Włosy: Dorota Ziętek / Makijaż: Kaja Krosnowska

      Zdjęcia za pozwoleniem projektantki.

       

       

       

      Pokaz SS 2013.

      Strona internetowa.

      Inspiracje.


       

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „0171 MONIKA BŁOTNICKA - KOLEKCJA I WYWIAD”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 stycznia 2013 18:01
  • sobota, 01 grudnia 2012
    • 0167 THE BEST OF THE OFF, CZYLI NIEUDANE DEBIUTY PROSZĘ POPEŁNIAĆ W DOMU

       

       

       

      Jezusie nazareńszczański, skończyłam! Było ciężko!

       

       

       

       

      Całościowe, niewybiórcze a pełne zrecenzowanie październikowych pokazów strefy OFF podczas polskiego tygodnia mody kosztowało mnie wiele zachodu. Czy może inaczej. Myślenie i pisanie nie kosztuje wiele, gdy się już do niego przymusi, ale cierpienia jest przecież znacznie mniej, gdy jest o czym pisać, gdy kolekcja wzbudza pozytywne emocje. Przyjęłam sobie jednak za punkt honoru [może mi się od tego wyrobi...] opisać wszystkie obejrzane kolekcje i to chronologicznie, w kolejności pojawiania sylwetek na wybiegu [tu nastąpiła niewielka destabilizacja, ale mało kto się zorientował]. To mordęga przebrnąć przez kilka tematów, które nie frapują ani trochę, by móc szczęśliwie dobrnąć do czegoś wartościowego. Ale poćwiczyć ortografię nigdy nie zawadzi...

       

       

       

       

       

      #1

      Od wiosny do jesieni, gdy dnie długie, ciepło i jest się czym zająć, praca zdaje się iść projektantom jak po grudzie. Piszę o tym już drugi pełny rok, choć i wcześniej jako niemy obserwator Fashion Philosophy miałam podobne spostrzeżenia. Kolekcje na wiosnę i lato rokrocznie są widomie słabsze, niż te na chłodne miesiące.

       

       

       

       

      #2

      To nie fotografia artystyczna, obiektu nie należy interpretować – należy wiernie go oddać. Wiosną narzekałam, że zdjęcia są przepalone, w rezultacie przekłamują kolory strojów. Powinnam była docenić, że fotograf [ten od łażenia za znanymi ludźmi i pokładania z sz.p. Felicjańską, czyli Przemysław Stoppa] wpuszczał przez błonę tyle światła, ile się dało. A że za dużo... Tym razem zdjęcia z OFFu były tak ciemne, że równie trudno rozeznać, co na nich jest. Na wybiegu OFFu jest ciemno, że oko wykol, ale po subtelnej obróbce, która ratowałaby jego opłakany stan, nie fałszując rzeczywistego wyglądu i modeli, i strojów – byłabym usatysfakcjonowana. Robienie zdjęć en face nadchodzącym powoli [po sylwetek mało] postaciom to nic wielkiego, przynajmniej dla kogoś, kto zrobił już w życiu parę zdjęć. Pokażmy całą osobę, poprawmy nasycenie barw, rozświetlmy trochę mroki – ot, cała filozofia. To fotografia dokumentalna, nie artystyczna – nie wymaga talentu, a kilku rzemieślniczych umiejętności. Ale i to czasem zbyt wiele! Szamot Lyzab szamotał się po wybiegu tak, że i kadry, i kolory, i światło są, mówiąc bardzo subtelnie, kuriozalne. Apeluję z mej niskiej instancji, by zadbać o to, by udostępniane nieodpłatnie zdjęcia z pokazów były dobrej jakości, umożliwiające osobie nieobecnej ocenę danej kolekcji [bo może przy kąpie siedzi kupiec z Chin, który skupuje tysiącami, i organizatorom skapnęłaby sowita prowizja?]. A jeśli działa tu zasada co za darmo, to gówniane, proszę udostępniać fotografie tylko za opłatą. Z pewnością liczba publikacji dot. Fashion Week Poland w internecie spadłaby na łeb na szyję, więc najlepiej będzie pofatygować się i znaleźć fotografa, który zgodzi się pracować wyłącznie za reklamę i nie spieprzy roboty. Kilka tygodni temu napisałam z niewinnym pytaniem do naczelnego odpowiadacza mailowego Fashion Philosophy, Mateusza Kaczorowskiego, czy planują jakieś zmiany względem oficjalnych fotografii z pokazów. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, co zresztą przeczuwałam. Ktoś, kto głupawymi pytaniami chce podkopać naszą niezawisłą idealność, nie liczy się i nie lubimy go. Znika 'szanowna pani blogerko, ął ęł, zapraszamy serdecznie'. Ale mnie to już nie dziwi. Jesteśmy tylko ludźmi. Możemy zatem bywać dziećmi.

       

       

      Nigdy nie prowokuję nikogo celowo. Jako osoba o ustabilizowanym poczuciu wartości, która nie musi sobie już niczego udowadniać, często irytuję tych nieco bardziej chwiejnych. Bywam też często posądzana o obcesowość, a to jedynie dlatego, że nie lubię głupoty. Tymczasem, wydanie pozytywnej czy negatywnej opinii, we mnie samej nie zbudza większych emocji. Myślę – mówię. Chcąc nie chcąc, indukuję różnej wartości ładunki agresji. Z własnej autopsji [jak mawia pewna magister, uwielbiam ten związek frazeologiczny] wiem jednak, że to dobrze. Ludzie się obrażają, mruczą, plują, tłuką przedmioty, a ostatecznie daje to dobry efekt – przemianę na lepsze. Czasem trwa to chwilę, czasem lata, zazwyczaj nikt się nie przyznaje do konkretnego wpływu, bo jest na to za słaby, ale słowa są jak ster wielkiego okrętu – nie trzeba się napracować fizycznie, by zmienić czyjeś życie. Więc może nie za rok, nie za trzy, ale oficjalne zdjęcia z FW osiągną kiedyś poziom zero.

       

       

       

       

       

      #3

      W treściach, które przesyłane są mediom jako materiały od projektantów [sylwetki, opis kolekcji itp.] nagminnie podawane są nieistniejące adresy stron internetowych. Nie rozumiem tego. Artyści powinni dbać o swój wizerunek w sieci. Trochę niepoważnie startować na OFF i nie mieć swojej wirtualnej wizytówki, chociażby z biogramem, albo od straszliwej biedy reprezentacji na facebooku. Nie wymagam od początkujących rozbudowanej witryny za tysiące złotych, filmu modowego, sesji promocyjnej i lookbooka, jednak jedno jedyne, choćby malutkie, ale wiarygodne źródło wiedzy o danej osobie autorstwa jej samej by się przydało – w interesie projektanta. Inaczej twórca sam siebie skazuje na mnożące się w sieci nieprawdziwe albo niedokładne informacje o sobie i swojej pracy. Trudno być rzetelnym, gdy projektant się ukrywa. Internet jest dziś medium, z którego czerpie się wiedzę ostateczną. Nie muszę zabiegać o wywiad, by dowiedzieć się rzeczy podstawowych. A jeśli po wpisaniu konkretnego adresu widzę „page not found”, to co mogę sobie pomyśleć o nadawcy tego adresu?

       

       

       

       

       

      #4

      O ile nieobecności Jacka Kłosińskiego na tegorocznym OFFie w ogóle nie odnotowałam, tyle Maldorora Low Couture, owszem, brak. Zanotowałam pozytywny przyrost Olgi Mieloszyk [wywiad wkrótce] i constans Pauliny Plizgi. Maldoror przeniósł się na Aleję Projektantów [znaczysie Designer Avenue] i zasłynął w tabloidzie gloryfikcją tzw. mamy Madzi. Pierwszego dnia , gdy zeszłej zimy powiedziano i napisano o tzw. mamie Madzi stwierdziłam, że albo sprzedali albo zatłukli. I nie wzruszałam się tym więcej. Grzegorz Matląg, którego podziwiam za doskonałe zrozumienie polskiego motłochu, i tego anonimowego i neutralnego, i tego z pieniędzmi, wiedział, gdzie uderzyć. Podczas gdy jego medialna akcja wzbudziła we mnie „hi hi, ale cwane”, w statystycznym Polaku zawrzało. Rezultat – liczne artykuły, odsłonki, odsłonki, jeszcze raz odsłonki. Żaden projektant z Designer Avenue nie ma takiej siły przebicia. Mogę więc, tak jak w ostatnim sezonie, ocenić jedynie osiągi marketingowe, nie artystyczne. Wiem, że Maldorora stać na o wiele, wiele więcej, niż pokazuje na wybiegu. Ale on doskonale wie, że nie trzeba pracować na 100% swoich możliwości – wystarczy dać ludziom to, co im potrzebne. Recenzentom i stylistom wystarczą podejrzane gdzieś błyszczące spodenki na szelkach, by się zachwycać. Tak, kolekcja Maldorora jak na polskie warunki była świetna. Wszyscy słusznie się nią ekscytowali. Jest 3 lata przed najlepszą kolekcją dowolnego „topowego” polskiego projektanta. I co z tego? W Matlągu podziwiam, że wie [a tak mi się zdaje], jak dawkować swój talent. Potrafi ze swadą powiedzieć, że od nawałnicy swoich codziennych wrażeń wolałby pracę „na kasie w Biedronce” - umie prowokować maluczkich. Być może ma u siebie w kuchence szkice, które odjęły by mi mowę. To znaczy – podobałyby mi się. Ale ich nie pokaże, bo nikt nie jest na nie gotowy. Nikt ich na razie nie kupi. Nie wyjedzie za granicę, bo byłby taki, jak każdy. Tutaj może górować nad Zieniem, nad Paprockimi i Brzozowskimi. To kwestia czasu, gdy będzie u nas numerem jeden. Zdolny chłopak kuty na cztery łapy! Mam nadzieję, że nadejdzie moment, w którym Maldoror będzie mógł pokazać, na co go naprawdę stać, bez obawy, że ktoś to zignoruje. Ale na to potrzeba chyba z sześćdziesięciu lat.

       

       

       

       

      Poniżej kilka najlepszych sylwetek OFFu. Fashion Week Poland stymuluje wydzielanie żółci. Nie polecam, jeśli nie macie co robić, albo jeśli Wam za to odpowiednio dużo nie płacą.

       

       

       

       

      Anniss

      [Anniss]

       

       

       

       

      Herzlich Willkommen

      [Herzlich Willkommen]

       

       

       

      Ima Mad

      [IMA MAD]

       

       

       

      Paulina Plizga

      [Paulina Plizga]

      

       

       

      Olga Mieloszyk

      [Olga Mieloszyk]

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      sobota, 01 grudnia 2012 22:13

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji