biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • piątek, 04 stycznia 2013
    • 0170 WYWIAD Z OLGĄ MIELOSZYK

       

       


      Olga Mieloszyk

       

       

       

      B: Projektant mody – skąd wybór takiego zawodu? Tradycje rodzinne, a może jesteś pionierką?

       

      OM: Jestem absolutną pionierką. W mojej rodzinie wszyscy są ścisłymi umysłami.

       

       

       

       

      B: Czyje opinie o Twojej pracy są najważniejsze? Czy kierujesz się wyłącznie własnym rozsądkiem, czy słuchasz sugestii i czytasz recenzje, a może najpierw oddajesz prototypy do oceny bliskim? Czy tworząc myślisz o potrzebach rynku, czy leżą na dalszym planie, bo najważniejsza jest Twoja wizja?

       

      OM: Staram się projektować przede wszystkim patrząc ze swojej perspektywy, trendy to kwestia zdecydowanie drugorzędna.

       

       

       

       

      B: Czy przygotowując kolekcje współpracujesz z krawcami, czy zajmujesz się wszystkim sama – zakupem tkanin, szyciem, wykańczaniem?

       

      OM: Projekt, zakup tkanin, dodatków leży w mojej gestii, a odszywanie powierzam innym osobom. Zdarza się, że prototypy robię sama. Zawsze lubię osobiście wszystkiego dopilnować od początku do końca.

       

       

       

       

      B: Czy jako rysowniczce łatwiej jest Ci zaplanować ostateczny kształt danej pracy?

       

      OM: Z pewnością tak, ale dopełnieniem jest rysunek techniczny. Szkice bywają pomocne, a rysunek daje sugestywny wyraz końcowego efektu, szczególnie przy bardziej złożonych projektach.

       

       

       

       

       

      B: W jakiej roli czujesz się najlepiej – projektanta mody, obuwia czy rysownika? Czy jesteś na etapie odkrywania, czemu poświęcisz się w przyszłości, czy zamierzasz rozwijać wszystkie dziedziny jednocześnie?

       

      OM: Najchętniej wszystko połączyłabym ze sobą w przyszłości, a wierzę, że to możliwe; zarówno projektowanie, także obuwia, akcesoriów i ilustrację modową. Obszary te przenikają się, a ja z tego mariażu chciałabym wykrzesać jak najwięcej.

       

       

       

       

       

      B: Pracowałaś dla Tiffi i Top Secret. Czy miałaś tam możliwość poznania mody także od strony technicznej – nie tylko tworzenia, ale i produkcji na dużą skalę, pozyskiwania klientów?

       

      OM: I dla Reserved. To były krótkie przygody, wszystkie trwały około miesiąca – dwóch... Cenne lekcje. Miałam szanse zobaczyć, jak funkcjonują duże marki, jaka jest specyfika klienta masowego. Na co dzień zajmuję się zupełnie inną grupą docelową, ze względu na początki działalności, wszystko powstaje w pojedynczych sztukach autorskich kolekcji i odbywa się niewątpliwie na mniejszą skalę, aczkolwiek istnieją pewne podobieństwa.

       

       

       

       

       

      B: Odebrałaś solidne wykształcenie i zdobywała laury w artystycznych konkursach. Czy Twoim zdaniem nauka u profesjonalistów, a potem szlifowanie talentu właśnie poprzez konkursy czy organizowanie pokazów to najlepsza droga rozwoju? A może wystarczy kupić maszynę do szycia i wykupić domenę internetową? Co myślisz o pasjonatach bez kierunkowego wykształcenia?

       

      OM: Każdy robi to, na co ma ochotę. Osobiście uważam, że warto próbować, uczyć się, poznawać i nie poddawać się. Tam, skąd płynie nauka i nie wskazuję tu palcami ani konkretnych nazwisk ani konkretnych instytucji, tam plusy. A te osoby, które są samozwańczymi projektantami? Życzę im powodzenia.

       

       

       

       

       

      B: I kolejne pytanie o praktykę. Jaka sytuacja jest według Ciebie najlepsza dla młodego projektanta – staż w dużej firmie, obycie z wszystkimi etapami powstawania kolekcji aż po sprzedaż a potem praca na własną rękę czy nieskrępowane szkicowanie i jednoczesne powierzenie całej brudnej roboty związanej z promocją i zbytem managerowi? Jak godzisz bycie artystą i sprzedawcą jednocześnie?

       

      OM: Cóż, wszystko jest kwestią kapitału, którym dysponujemy. Myślę, że każdy tuż po studiach chciałby dysponować takimi środkami, które umożliwiałyby tworzenie odautorskich kolekcji i zatrudnienie managera. Myślę, że to dla wielu wymarzona sytuacja, ale nie zawsze jest to możliwe. Odpowiadanie za każdy etap od projektu po sprzedaż uczy cierpliwości i wytrwałości, z drugiej strony 24h/dobę to zbyt mało, aby osobiście wszystkiego dokonać.

       

       

       

       

       

      B: Jak jest w Twojej sytuacji? Czy radzisz sobie z projektowaniem i sprzedażą swoich prac jednocześnie, czy na razie skupiasz się po prostu na samej pracy i nie szukasz klientów?

       

      OM: Zajmuję się wszystkim jednocześnie – od projektu po dystrybucję. Dotychczas skupiałam się bardziej na tworzeniu kolekcji i prezentowaniu ich szerszej publiczności, m. in. w trakcie Fashion Week. Sprzedaż to pochodna tych działań; w najbliższym czasie chciałaby jej poświęcić więcej czasu.

       

       

       

       

       

      B: Jaki jest „polski klient”? Czy wie już czego chce? Czym się kieruje przy wyborze strojów?

       

      OM: „Polski klient” staje się coraz bardziej wymagający, a polska ulica jest nadal stosunkowo konserwatywna i zachowawcza. Zaczynamy eksperymentować i nosić się odważniej, ale to bardzo powolny proces, w którym jednak upatrywałabym wielu szans. Niestety często wszelkie decyzje zakupu zdeterminowane są ceną.

       

       

       

       

       

      B: Czyli uważasz, że głównym problemem są finanse? O Polakach mówi się, że ubierają się na chybił-trafił, byle jak, nie biorąc pod uwagę swojej sylwetki ani wieku. Chyba jednak następuje progres, skoro mówisz, że dziś głównym problemem są ograniczone środki, a już nie brak gustu...

       

      OM: W wielu przypadkach faktycznym problemem są ograniczone środki. "O gustach się nie dyskutuje", ale faktem jest, że część z Nas poświęca sporą uwagę temu co nosi. Jest coraz lepiej ze świadomością, coraz więcej ludzi chce mieć odautorskie rzeczy, które nie pojawiają się masowo.

       

       

       

       

      B: Jak została odebrana Twoja kolekcja, pokazana w Łodzi, i czy jesteś tym usatysfakcjonowana?

       

      OM: Kolekcja została przyjęta z entuzjazmem. Odebrana została bardzo pozytywnie przez blogerów i redaktorów mody. Wiele osób po pokazie gratulowało doboru muzyki i koncepcji. Jest to niewątpliwie pozytywny bodziec do dalszych działań.

       

       

       

       

      B: To nie pierwsze Twoje spotkanie z publicznością, ale bez wątpienia można powiedzieć, że to naprawdę licząca się impreza. Czy po tym pierwszym dużym starciu z opiniami o swojej kolekcji możesz powiedzieć, że jesteś od nich całkowicie niezależna, czy może po cichu liczyć, że wszystko zostanie odebrane dobrze, tak jakbyś sobie tego życzyła? Czy jesteś odporna na krytykę, i tę konstruktywną, i tę mniej?

       

      OM: Myślę, że tak... To znaczy, zdaję sobie sprawę, że komentarz musi nastąpić, że zostanę poddana surowej krytyce lub nie, pochwalona lub nie. Cieszy mnie, że ta kolekcja nie pozostała obojętna komentującym. To ważne, że wywołała jakieś emocje.

       

       

       

       

       

      B: Czy zamierzasz się pojawić na kolejnym Tygodniu Mody? Czy myślisz już o kolejnej kolekcji?

       

      OM: Koncepcja nowej kolekcji już rodzi się, a to najważniejsze [śmiech]. Reszta to kwestia czasu, którego zawsze brakuje.

       

       

       

       

      B: Czy długo przygotowywałaś tę ostatnią kolekcję?

       

      OM: Kolekcja powstała dość dynamicznie. Nie jestem w stanie całego procesu określić w tym momencie, natomiast samo wykonanie powstało naprawdę bardzo szybko.

       

       


       

      B: A czy zupełnie świadomie wybrałaś strefę OFF, czy było to podyktowane wygodą, małą ilością czasu i środków? Bo wielu projektantów otwarcie przyznaje, że kolekcję na Out of Schedule jest bardzo łatwo przygotować, a na pewno dużo łatwiej, niż duży zestaw sylwetek na Aleję Projektantów.

       

      OM: W tym momencie nieco się to zmieniło, zawęziła się granica ilości projektów pokazywanych w strefie OFF i Alei. Wyboru dokonałam świadomie – dla tej kolekcji OFF wydawał się być najlepszym miejscem.

       

       

       

       

      B: I zostaniesz w Out of Schedule?

       

      OM: Zobaczymy, czas pokaże. [śmiech]

       

      

       

       

       

       

      Recenzja ostatniego pokazu.

      Strona internetowa.

      Facebook.

       

       

      Zdjęcie: Szamot Lyzab, materiały prasowe FPFWP z ŁSSE w Ł

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      piątek, 04 stycznia 2013 17:22
  • sobota, 08 grudnia 2012
  • sobota, 01 grudnia 2012

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji