biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • niedziela, 21 października 2012
    • 0147 SORBETY DOROTY KOS, CZYLI COŚ, O CZYM WARTO WIEDZIEĆ

       

       

       

      Dorota Kos

       

       

       

      Dorota Kos, artystka z Gdańska, o której biżuterii pisałam już kiedyś, nie ustaje w trudach i rozwija temat wielobarwnych mozaik. A idzie jej coraz lepiej!:

       

       

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

       

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

      Dorota Kos

       

       

       

      B: Sądziłam, że biżuteria tak kolorowa i niejednorodna, jak ta z serii Eco Mosaic najlepiej będzie wyglądać w oszczędnej, prostej formie, czyli takiej, jak wyglądały pierwsze projekty – kolczyki w postaci słupków, kwadratów i prostokątów, ostatecznie kół. A tymczasem bardziej skomplikowane formy, wieloramienne gwiazdki, nakładanie na siebie kolejnych warstw, krótko mówiąc - uprzestrzennienie – sprawiło, że mozaiki prezentują się jeszcze lepiej! Mało tego, chyba dopiero  wielowymiarowość najlepiej podkreśla charakter tych misternych układanek...

       

       

      DK: Tak to prawda. Mozaika jest atrakcyjna, fajnie się ją buduję, można zachwycać się maleńkimi kosteczkami, które utkwiły pomiędzy innymi, ale czułam, że dopiero jak dojdę do etapu tworzenia z niej przestrzennych obiektów - zacznie się zabawa. W końcu dopiero trójwymiar zaczyna żyć, a wyobraźnia nie ma końca.

      Przez ostatni rok sprawdzałam wytrzymałość i odporność materiału i całe szczęście udało mi się uzyskać efekt jaki zamierzałam.

       

       

       

       

       

      B: Wszystkie płytki, scalone uprzednio z kolorowych drobnych elementów, wycinasz ręcznie piłką włosową, prawda? To bardzo żmudne, męczące wzrok i ręce zajęcie. Czy zdarzają się pomyłki, użycie zbyt dużej siły i wypadek przy pracy? Czy masz na tyle cierpliwości, by zacząć od nowa, a może robisz przerwę, bo musisz odreagować stratę?

       

       

      DK: Tak to prawda, taka jest zasada w tym pędzącym nie wiadomo dokąd świecie aby robić wszystko w tzw. swoim tempie. Od dziecka miałam słabość do robienia drobnych, delikatnych rzeczy np. koronek na szydełku i gdzieś po drodze nabyta wprawa pozwala na niemal nie popełnianie błędów. Wszelkie niedoskonałości ręcznej pracy są dla mnie atutem ponieważ oko się tak nie męczy gdy patrzy na krzywizny zamiast mechaniczną prace robota.


      Błędy zdarzają się oczywiście gdy przychodzi znużenie pracą, wtedy po prostu trzeba pójść na rower, spotkać  się ze znajomymi albo w jakikolwiek inny sposób odreagować. Jak w przypadku każdego zajęcia ;-) zasady są takie same.

       

       

       

       

       

      B: Czy równolegle rozwijasz kolekcję biżuterii ze szlachetnych materiałów, bursztynu i drewna?

       

       

      DK: Równolegle zastanawiam się co zrobić jeszcze innego. Niekoniecznie ze szlachetnych materiałów.

      Nie chciałabym wracać do tego co było bo wszystko idzie naprzód. Może znajdę inny sposób na bursztyn, za którym zaczynam bardzo tęsknić.

       

       

       

       

       

      B: W którą stronę zamierzasz pójść teraz? Może chciałabyś odetchnąć od ciężkiej pracy fizycznej i ponawlekać trochę kamyków na sznurki?:)

       


      DK: Dopiero się rozkręcam. Przyznaję, że ta praca bywa ciężka, kwestia zorganizowania, które po jakimś czasie przychodzi. Początki oczywiście były trudne, bo popełnia się masę błędów. Najważniejsze dbać o kondycję i dobry nastrój na bieżąco. Co do kamyków na sznureczkach to są osoby, którym to całkiem nieźle wychodzi, ja do nich nie należę.

       

       

       

       

      B: Niedawno miała miejsce wystawa Twoich świetlistych recyklingowych prac w galerii Moja Forma w Gdańsku. Jak odnosisz się do tego typu wydarzeń? Propozycja zorganizowania indywidualnej wystawy to na pewno wielka przyjemność i potwierdzenie zawodowej wartości, wielu artystów narzeka jednak, że to mnóstwo pracy, bo wiele trzeba zrobić samemu – przygotować reprodukcje, „dorobić” obiektów, pomóc w promocji wydarzenia. Czy miałaś takie doświadczenia?

       

       

      DK: To moja druga wystawa indywidualna, pierwsza odbyła się w Legnicy na początku mojej pracy z biżuterią. Najczęściej biorę udział w zbiorowych. Uważam, że takie wystawy są niezbędne. Przede wszystkim prace zupełnie inaczej wyglądają gdy są specjalnie zaaranżowane, oświetlone. Mam okazję dokończyć, dopracować szczegóły i dokonać wyboru. Po ostatniej wystawie doszłam do wniosku, że moje prace zyskują gdy są dobrze wyeksponowane i najlepiej wyglądają w swoim własnym towarzystwie. Po prostu jest tak, że delikatnych rzeczy nie widać i należy im się odpowiednia oprawa.
      Oczywiście przy przygotowaniu do wystawy jest sporo do opanowania i do tego czasem dochodzą emocje, że coś nie wyjdzie na czas. Ostatnia wystawa była wyjątkowa, prace do końca robiłam w jakimś wyjątkowo dobrym nastroju, mając wsparcie fajnych ludzi. Wernisaż odbył się w dobrej atmosferze a odbiór przez zwiedzających doładował moje baterie.

      Mój rodzaj pracy jest specyficzny, technika własna, jakieś dziwne eksperymenty, a na wernisażu mam okazję o tym opowiedzieć. Reakcje są różne, często jest zainteresowanie, ale bywa że ktoś każe mi się tłumaczyć - a po co to robię, próbuje jakoś podważyć sens takich działań.

      Ostatecznie nie chodzi o to żeby same pochwały zbierać, tylko o konfrontację, a głosy krytyki pomagają się rozwijać.
      Po takich wydarzeniach jest energia aby wykonać następne działania i zrealizować następne pomysły. Nie można cały czas przebywać tylko w swojej pracowni.

       

       

       

       

      B: Czy uważasz, że wystawy sztuki użytkowej spotykają się z zainteresowaniem, czy prócz znajomych i stałych klientów prezentowanego artysty pojawia się wielu odwiedzających? Chodzi o to, czy wystawy mają dziś rację bytu, podczas gdy wszystko konsumuje się głównie przez internet. Jak to wygląda w Gdańsku?

       

       

      DK: Różnie z tym bywa. Zdarzało mi się być na różnych wernisażach. Cieszę się na każdą nowo spotkaną osobę. Uważam, że takie spotkania w realu są najważniejsze i nie do zastąpienia jest bezpośrednie spotkanie z autorem. Oczywiście pod warunkiem, że autor ma ochotę się spotkać. Ja bardzo długo byłam zbyt nieśmiała na takie wydarzenia, ale w końcu coś się przełamało i po prostu nie mogę się doczekać kolejnej wystawy i aby spotkać nowych ludzi, oczywiście nie zapominając o stałej grupie fanów i znajomych.
      Internet jest świetnym narzędziem, bo w jakiejś części choćby wirtualnie mogę być w kontakcie z tymi osobami, które nie dotrą na wystawę. Fajnie też posługiwać się internetem aby wszystkich powiadomić o wydarzeniach.

       

       

       

       

      B: Czy jest takie miejsce, w Polsce lub na świecie, gdzie bardzo chciałabyś pokazać Swoje prace?


      DK: W tej chwili myślę tylko o przygotowaniach do wystawy w Austrii, która odbędzie już za tydzień. Mam też kilka marzeń, ale to sekret...

       

       

       

       

       

      Zdjęcia - Dorota Kos, za zgodą Autorki.

       

      Dorota Kos.

      Facebook.



       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2012 15:25
    • 0146 PRZED FASHION WEEK: ANNISS

       

       

       

       

      Anniss

       

       

       

       

      B: Czemu zdecydowała się Pani na udział w Fashion Philosophy?

       

      A: Fashion Week to największe wydarzenie modowe w Polsce, dlatego chcemy tam zaistnieć. Anniss jest polską marką, więc wskazane jest zaprezentować się na rodzimym Fashion Week'u. Mamy już za sobą jeden pokaz na Off'wym wydarzeniu podczas London Fashion Week, ale jako rodzima marka również chcemy mieć wkład w modę na rynku polskim:) Jest to nasz pierwszy raz, ale mam nadzieję, że nie ostatni. 

       

       

       

       

       

       

      B: Gdzie wcześniej prezentowała Pani swoje kolekcje? 

       

      A: Wcześniej prezentowałam swoje kolekcje kilku wydarzeniach modowych w Polsce takich jak: Warsaw Fashion Street, Neo Fashion Jamboree, Gryf Fashion Show, ale jak wspominałam wcześniej również  w zeszłym roku na London Fashion Week  na Off'owym wygarzeniu "A La Mode". 

       

       

       

       

       

       

      B: Ile trwało przygotowanie koncepcji zestawu, który zaprezentuje Pani za tydzień?

       

      A: Przygotowanie każdej kolekcji zawsze zajmuje kilka miesięcy. Wychodząc od pomysłu, koncepcji, rysunków poprzez dobór materiałów, odszycie pierwowzorów i ostatecznie gotowych projektów. To jest duży nakład pracy, który angażuje wiele osób i czasu, a sam pokaz zajmuje zaledwie 15 minut. Ale warto! Sama koncepcja pokazu musi być równie dobrze przemyślana, jak cała kolekcja, żeby odpowiednio przekazać nastrój, który towarzyszy tematowi kolekcji. Muzyka, dodatki, światła, choreografia. Podczas pokazu musi wytworzyć się energia, która doskonale przekaże to, co projektant miał na myśli i sprawi, że pokaz pozostanie, choć przez chwilę w pamięci. Mocno nad tym pracujemy.

       

       

       

       

       

       

      B: Czy przesyłała Pani swoją propozycję kolekcji z nadzieją, czy pewnością jej akceptacji? 

      A: Nigdy nie napinam się, że muszę być tu, czy tam. Zawsze staram się podchodzić do wszystkiego z dystansem. Nie pcham się nigdzie na siłę. Propozycję kolekcji wysyłałam z myślą, że może już czas pokazać się na  FW i będzie mi bardzo miło jeśli zostanie zaakceptowana. Anniss to nowa marka w polskiej branży modowej, raczej nie znana w "tym" towarzystwie, całkiem inaczej niż większość projektantów i marek modowych, które biorą udział w FW. Pomyślałam, że może już czas, aby się poznać :)

       

       

       

       

       

       

      B: Czy stroje są już gotowe? 

       

      A: Tak. Cała kolekcja jest już gotowa. Trwają ostateczne prace nad domykaniem koncepcji i choreografii pokazu .

       

       

       

       

       

      B: Co zobaczymy na wybiegu? 

       

      A: Nie mogę powiedzieć, co zobaczymy na pokazie:)  Zostaje mi jedynie serdecznie zaprosić na pokaz Anniss w czwartek 25 października o godz. 14:00 na OFF out of Schedule. Mam nadzieję, że do zobaczenia.

      

       

       

       

       

      Zdjęcie: dostarczone przez projetkantkę.

       

       

      Anniss.

      Facebook.

       

       

       


      

      

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2012 15:19
  • środa, 17 października 2012
    • 0145 PRZED FASHION WEEK: PAULINA PLIZGA

       

       

       

      Paulina Plizga

       

       

       

       

      B: O ile większość polskich projektantów, którzy kierują swoje kolekcje do przeciętnego zjadacza mody, stara się naśladować światowe wybiegi z ubiegłych sezonów, Ty stawiasz na własny styl. Jak to jest szykować dwie kolekcje rocznie, nie poddając się trendom - czy to powoduje, że Twoja wrażliwość jest eksploatowana, a sztywna rama tygodnia mody męczy, czy wręcz przeciwnie - presja czasu sprawia, że jesteś bardziej kreatywna?

       

      PP: To wbrew pozorom niełatwe wyzwanie. Staram się zachować spójność w tym co tworzę, bez gwałtownych skoków. Poza tym bycie oryginalną za wszelką cenę mnie nie interesuje. Jednak zaproponowanie świeżej porcji pomysłów co 6 miesięcy  jest dla mnie trudnym orzechem do zgryzienia. Zanim powstanie nowa kolekcja rozgrywa się wewnętrzna wojna. Natomiast jedno jest pewne: im mniej mam czasu i środków na realizację tym bardziej jestem kreatywna. Oczywiście nie wszystkie pomysły są genialne, ale wiele z nich ma taką kryzysową genezę.

       

       

       


      B: Jakiej kolorystyki, fasonów możemy spodziewać się tym razem?

       

      PP: Kolekcja wiosna/lato 2013 będzie połyskująca i w tonacji kremowo-szarej. Fasony zainspirowane francuskim wyluzowanym szykiem lat 50. Tkaniny to drogocenne żakardy i organdyny a także mniej ortodoksyjne takie jak plastikowa rafia czy celofan.

       

       

       

      B: Czy będziesz o kontynuować zapoczątkowaną przez Armor Deluxe bogatą, wielowymiarową formę strojów?


      PP: Armor Deluxe to kolekcja skondensowana. Obecna kolekcja jest jej kontynuacją i pozwala na rozwinięcie wiodących elementów z tej poprzedniej w naturalny cykl ubrań o charakterze unikatowym lecz z naciskiem na funkcjonalność i prostotę formy.

       

       

       

      Paulina Plizga.

       

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      środa, 17 października 2012 20:45

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji