biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • niedziela, 31 lipca 2011
    • 0061 VARVARA FROL

       

       

      Varvara Frol

       

       

       

      Varvara pochodzi z Iżewska. Od najmłodszych lat jej ulubionym punktem domu była pracownia mamy, projektantki mody. Tam, przerzucając tony tkanin, korali i kryształków, odebrała podstawy krawieckiego wykształcenia. Studiowała na Udmurckim Uniwersytecie Pańtwowym. W Warszawie zamieszkała sześć lat temu. Od tego czasu angażuje się w artystyczne projekty z pogranicza mody i teatru, jednocześnie funkcjonując jako projektantka odzieży w klasycznym ujęciu. Ma na koncie kolaboracje z Vito di Bari, Dawidem Załęskim, Cezarych Zacharewiczem, Grzegorzem Adamskim czy Jagą Hupało. Jak dotąd, prezentowała minikolekcje. Inspiracje zebrane, teraz czekamy na pełny, obszerniejszy zestaw - "Food Couture".  Jednocześnie pracuje nad kostiumami teatralnymi.

       

       

       

       

      Zdecydowana większość realizacji Varvary należy do nurtu haute couture. Praca projektantki jest tym bardziej unikatowa, że nie spotkamy jej produktów w popularnych butikach i nie zobaczymy na pokazach mody. Frol starannie dobiera współpracowników i klientów. Unika kompromisów, by móc zachować jak najwyższy poziom. Dużo uwagi, prócz odważnym krojom, Varvara poświęca detalowi. Jej stroje i dodatki często mają rozległe, wyszyte koralami aplikacje, których wykonanie pochłania mnóstwo czasu, a przy tym wymaga precyzji i benedyktyńskiej cierpliwości. Projekty nie są powielane. Wszystkie egzemplarze projektantka samodzielnie szyje i wykańcza ręcznie. Jej specjalność to wielosegmentowe, fakturowane konstrukcje. Wie, co ją interesuje i czego chce - styl, w jakim się porusza, jest bardzo pojemny i pozwala na niezależność od aktualnych trendów, narzuconych przez modowe molochy. Frol dostarcza nam ponadczasowych, niestarzejących się fasonów i wysokiej jakości wykończenia - wszystko jest gruntownie przemyślane, i nie dopatrzymy się ani jednego chybionego szwu.

       

       

       

       

      Cieszmy się jej projektami, póki nie wywieje jej nam bardziej na zachód...

       

       

       

       

      Wkrótce na blogu wywiad z Varvarą, a poniżej zdjęcia z jej pracowni.

       



       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

      Varvara Frol

       

       

       

       

       

      Strona internetowa.

      Blog.

      Frol na facebooku.

       

       

      WYWIAD  z Varvarą.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 lipca 2011 18:37
  • piątek, 29 lipca 2011
    • 0060 PIUECO

       

       

      piueco

       

       

       

      W czasach, gdy internet tanieje, Unia Europejska szczodrze rozdaje pieniądze na rozpoczęcie działalności, a w większych miastach na porządek dzienny wkroczyły rozmaite kiermasze, coraz więcej kobiet zostaje artystkami. Internet poznaczony jest dziesiątkami sklepów z ręcznie wykonanymi przedmiotami. Mamy biżuterię, ubrania, dodatki do garderoby, akcesoria do wnętrz – wszystko, co da się upchnąć do kategorii „hand made”. Polacy otwierają się na zakupy, bo zaczynają powolutku znów zwracać uwagę na to, jak wyglądają, i co ich otacza. Produkty „hand made” od kilu lat cieszą się u nas niesłabnącą popularnością, a rozmaite warsztaty i warsztaciki dzień i noc kłębią się nad stołami montażowymi, by sprostać olbrzymiemu popytowi. Niestety, klient jest jeszcze niewychowany. Często nie wie, co dobre, a co złe. Nie dba o jakość i jeśli skąpi, to tylko z chytrości, a nie dlatego, że widzi, że cena jest niewspółmierna do jakości wykonania. Dodatkowo, rośnie popularność wyrobów ekologicznych. Wśród rzeczy wykonanych ręcznie pojawiają się też mniej lub bardziej przerobione śmieci, oferowane pod szyldem recykling-artu. Poziom polskiego rękodzieła jest bardzo, bardzo zróżnicowany. Niestety, główny akcent pada na „godne pożałowania”. Jak przedrzeć się przez ten gąszcz i nie zniechęcić się do wyrobów „robionych ręcznie”? Niestety, potrzeba wielkiej cierpliwości, ale czasem się opłaca.

       


       

      Można bowiem natrafić na przedmiot taki, jak na przykład torebka Piueco.

       

       

       

      Właścicielka Piueco dziesięć lat temu skończyła studia na wydziale tkaniny i ubioru łódzkiej ASP. Od tamtego czasu zajmuje się szeroko pojętnym projektowaniem - odzież, wnętrza, formy użytkowe. Jak pisze, do wykonania pierwszej torebki zainspirowały ją samotnie krążące po mieszkaniu papierki po cukierkach. Naturalnym okazał się sposób ich składania na paski, a potem plecenia z nich coraz to większych połaci. Ten sam sposób podpatrzyła na meksykańskich straganach z rękodziełem i postanowiła spróbować sama. Marka się rozwija, w dorobku firmy pojawiają się coraz to nowe modele. Są to głównie torebki – kopertówki, niewielkie do ręki, i całkiem pojemne na pasku, ale także kosmetyczki i etui. Większość surowców to materiały wtórne, które trafiłyby do utylizacji. Odpady z drukarni, resztki skóry, papierki. Rzeczy zupełnie zbędne, które dzięki zmysłowi artystycznemu i zdrowemu rozsądkowi zyskują drugie życie, znacznie bardziej atrakcyjne od pierwszego. Wykonaniem bazy zajmują się osoby niepełnosprawne, a nadaniem kształtu, zszywaniem i ostatecznym wykończeniem – pomysłodawczyni. Torebki są wykonane solidnie – z trwałych materiałów, z mocnymi szwami, z dbałością o szczegół. No i nie zginęło przez nie żadne zwierzątko, ani żadne chińskie dziecko nie psuło sobie nad nimi wzroku.

       

       

       

       piueco

       

       

       

      piueco

       

       

       

       

       

       

      piueco

       

       

       

       

       

       

       

      piueco

       

       

       

       

      piueco

       

       

       

      O swoich wytworach autorka mówi tak: „Technikę składania papierków po cukierkach przywiozłam z Meksyku, gdzie zachwycałam się całymi straganami pamiątek dla turystów zrobionych dosłownie ze śmieci. Meksyk to biedny, ale zaradny kraj, Meksykanie przerabiają wszystko na coś. Spodobała mi się feeria barw po Wrigley Spermint i Catbery Eclers i pomyślałam, że to doskonały sposób na wykorzystanie odpadów. Zabawiłam się tą materią na tyle by zgodnie z moją fantazją wyczarować z niej różne formy.”

       

       

       

       

      „Ale to nadal są śmieci” powiecie. „I to takie same, jak można kupić w Meksyku, czy gdzieś tam, u kogoś potrzebującego, za połowę ceny”, dodacie. A ja Wam mówię: nie płacisz za materiał, nie płacisz nawet za czas, bo tego nigdy nie da się wymiernie wycenić. Płacisz za pomysł. Rzeczy podobają się nam, lub nie. Wszelkie dyskusje są zbędne. Ta popularna w Ameryce Południowej technika skłdania papieru odkryta została dla nas właśnie przez Piueco. Sama autorka mówi o swojej technice: "traktuję to jak oscypek". Torebki Piueco to oscypek bardzo smaczny. Tradycja, dobre wykonanie, ciekawe wzornictwo i pokora wobec środowiska. Dobre połączenie.

       

       

       

      Mnie się podoba. Nawet sobie kupię.

       

       

       

       

      

       

       

      Piueco na facebooku.

      Strona internetowa.


      Zdjęcia za zgodą Piueco.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „0060 PIUECO”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      piątek, 29 lipca 2011 00:08
  • piątek, 22 lipca 2011
    • 0059 ŻIWĄSZI FLORALNE I JEDNOLITE

       

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

      Givenchy

       

       

       

      Riccardo Tisci z Givenchy zostaje w krajach cieplejszych na dłużej, ku mojej uciesze. W ogóle, cieszę się, kiedy ten dom mody pokazuje cokolwiek, co nie ma punktów stycznych z nieśmiertelną klasyką w stylu Audrey Hepburn. Im dalej w lata, tym Givenchy bardziej udziwnia i mniej ukobieca. Czy to źle? Chyba nie, bowiem kierunek ewolucji nie jest wcale taki bezsensowny. W podglądzie wiosennej kolekcji koszule, bluzy i daszki o zdecydowanie męskim kalibrze kontrastują z niewielkimi torebkami do ręki, odkrytymi palcami stóp, transparentnymi tkaninami, ekstrawaganckimi wycięciami i typowo żeńskim fasonem - spódnicą - krótką albo maksymalnie długą i opiętą.

       

       

       

       

      Podobają mi się geometryczne, kwiatowe wzory, nałożone na niewydumane kroje spódnic i bluzek. Podoba mi się wariacja na temat białego garnituru. Podoba mi się powrót ciężkich, zabudowanych sandałów.

       

       

       

       

      Nie podobają mi się modelki, bo szpetne. Ale to wstrętny, przewrotny projektant wywala na nas język, ubierając wieszaki o męskich twarzach w krótkie zalotne spódniczki. Panosząca się moda na uniseks w ogóle mi się nie podoba. Ludzie za bardzo różnią się od siebie, by wrzucać ich do jednego worka. I czy to jest, właściwie, potrzebne? Zaraz jakaś feministka splunie mi do oka, ale ja lubię spódnice, sukienki i buty na obcasie nie dlatego, że łatwo w nich zdobyć męża, który co miesiąc przyniesie do domu pół martwego dzika i trochę korzonków [abstrahując od tego, że spódnica, sukienka i obcasy wcale tego nie gwarantują], ale że ciało kobiece, ze względu na swoją konstrukcję, dobrze się w nich prezentuje. Analogicznie do tego, że prawidłowo zbudowane ciało męskie w rzeczach przezroczystych i opiętych dobrze nie wygląda. Ale, może właśnie dlatego bezpłciowe stroje zdobywają tylu zwolenników. Z sezonu na sezon kreatorzy coraz mocniej igrają z płcią - mieszają fasony, zastosowania i role. Bo mężczyznom delikatnieją rysy, a kobietom zwężają się biodra. To przez to mięso odporne na choroby.

       

       

       

      Za kilkadziesiąt lat nie będzie sklepów z konfekcją damską. Ale co to za ulga! Połowa mniej pokazów do śledzenia!

       

       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      piątek, 22 lipca 2011 06:26

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji