biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • poniedziałek, 30 kwietnia 2012
    • 0138 MAŁGORZATA DUDEK - WYWIAD

       

       

      Małgorzata Dudek

       

       

       

       

      B: Co sprawia, że jest Pani tak różna od znanych i podziwianych polskich projektantów? Jakiemu wychowaniu trzeba się poddać, jakie trzeba mieć zainteresowania, by tworzyć takie stroje?


      MD: Od dzieciństwa robiłam wiele rzeczy na przekór wszystkiemu. Moje ciocie nazywały mnie buntowniczką i prowodyrką, w szkole też lubiłam postawić na swoim – taki charakter, że robię wszystko po swojemu. Kiedy rzuciłam szkołę humanistyczną na rzecz technikum odzieżowego mama rwała włosy z głowy a rodzina wróżyła, że źle skończę. Jako nastolatka ubierałam się na czarno, słuchałam mocnej muzyki i jeździłam motocyklami (byłam pierwszą dziewczyną w mojej okolicy, która miała motocykl) a to oznaczało, że na pewno jestem złą dziewczynką. Kobieca strona mojej natury kazała mi dbać o swój wygląd – nie miałam na to pieniędzy więc szycie dla siebie rozwiązywało tę kwestię. Metamorfozom ulegałam bardzo często.
      To, że nie ukończyłam żadnej artystycznej szkoły też jest kwestią buntu bo wychodzę z założenia, że nikt mnie nie będzie uczył jak być artystką. Z artystycznej szkoły fotografii, do której poszłam szybko zrezygnowałam po lekcji historii sztuki oraz awanturze jaką zrobiłam bezbarwnej aczkolwiek utytułowanej pani profesor, która w skrócie określiła sztukę jako wszystko to co jest szare, czarne i w kolorach ziemi natomiast kicz przedstawiła jako wszystko to co jest kolorowe wrzucając tym samym do worka kiczu wszystkich cenionych przeze mnie artystów tj. Dali, Beksiński, Picasso ... Obiecałam sobie nigdy więcej nie słuchać „autorytetów”.


      A kwestia inności jest bardzo prosta – podziwiam innych projektantów ale nigdy nie staram się być taka jak ktoś inny. Jeśli mam jakiś pomysł a okaże się, że ktoś już go zrobił to z reguły zaklnę pod nosem i myślę już nad czymś innym. To chyba jedyna recepta na inność.

       

       


       

       

       

      B: Jak odnajduje się Pani w Londynie? Czemu nie Warszawa? Język mody jest z pewnością uniwersalny, ale do swobody tworzenia ważne są też inne czynniki. W jakich warunkach czuje się Pani najlepiej?


      MD: Londyn to bardzo krótki rozdział, ponieważ jestem tu od niedawna i tak naprawdę jeszcze się dobrze nie zadomowiłam w czysto fizycznym sensie. Kilka lat temu, kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy poczułam się lepiej niż w ojczyźnie i postanowiłam, że tu będzie kiedyś mój dom. Myślę, że jest to kwestia atmosfery i poczucia wolności, którą oddycham tu pełną piersią. Miałam owszem rozdział pt. Warszawa ale nigdy nie czułam się tam u siebie.

       


       

       

       

       

       

      B: Czy w swojej pracy musi Pani często iść na kompromis? Czy ma Pani to szczęście, że klientki poddają się Pani wizji, czy zdarza się Pani pracować według cudzej sugestii? I – jeśli tak się zdarza – czy uważa Pani to za coś uwłaczającego, czy przeciwnie – sumienną pracą zarabia Pani na ambitniejsze projekty?


      MD: Kompromis jest jakąś częścią pracy oraz życia i tam gdzie jest konieczność to oczywiście czasem trzeba na niego pójść. Jeśli pracuję dla kogoś, to zawsze muszę wziąć pod uwagę jaka to osoba, co sobą reprezentuje, co lubi oraz jaki cel zamierza osiągnąć. Przykładem może być ostatnie zlecenie wykonania sukien na film promujący nadchodzącą Eurowizję gdzie owszem dostałam wolną rękę od producentów ale tworząc projekty musiałam wziąć pod uwagę wiele czynników zaczynając od tego kogo ubieram – tutaj córka prezydenta więc mocna ekstrawagancja nie wchodziła w grę, kulturowych – jest muzułmanką więc nie mogłam odsłonić zbyt wiele ciała, musiałam się dostosować do wizji producentów, którzy poprzez stroje chcieli osiągnąć pewien efekt, więc musiałam użyć takich tkanin oraz wykonać takie formy, które pozwolą zespołowi na osiągnięcie zamierzeń, kolor również narzucony był z góry. Wbrew pozorom pewne ograniczenia wpływają na to, że artysta musi być bardziej kreatywny niż w sytuacji, gdy do dyspozycji ma pełen wachlarz pomysłów i żadnych ograniczeń. Nawet największy artysta pracując komercyjnie musi mieć w sobie nieco pokory i pamiętać dla kogo wykonuje zlecenie i dlaczego. Oczywiście gdyby ktoś chciał mi zlecić zadanie, które kłóciłoby się całkowicie z moim poczuciem estetyki wówczas nie podjęłabym się go zwyczajnie.


      Naturalnie inaczej przedstawia się sprawa tworzenia autorskich kolekcji – tutaj nie ma granic twórczych i jest to największa moja radość życia, no może istnieją jeszcze granice finansowe ;) , które sprawiają, że nie wszystko jest takie jak bym sobie tego życzyła ale z nimi zmaga się wielu artystów i nic w tym szczególnego.

       

       

       

       

       


       

      B: Kiedy sylwetki są już gotowe, i trzeba zadbać o ich promocję, jak duże jest Pani zaangażowanie w sesje zdjęciowe?


      MD: Dbam o każdy szczegół nie tylko stworzenia kolekcji ale także jej odpowiedniego przedstawienia. Lookbook jest bardzo ważny bo to z niego będą później wybierać styliści projekty na sesje zdjęciowe do magazynów. O tym jak przedstawię kolekcję zaczynam myśleć już w momencie gdy zaczynam ją rysować. Zdjęcia muszą oddawać ducha kolekcji, więc ważny jest każdy jeden członek ekipy, który musi rozumieć to co robi, dlatego długo zastanawiam się z jakim fotografem zrobię sesję, w jakiej scenerii, jakiego typu urody powinna być modelka, kogo poprosić do wykonania makijażu i włosów oraz kto zajmie się stylizacją.


      Inna sprawa to sesje do magazynów –większość z nich odbywa się w Nowym Jorku i nie uczestniczę w nich nigdy osobiście ale uwielbiam stylizacyjne niespodzianki jakie robią ekipy artystów tworzących edytoriale. Dzięki nim odkrywam na wiele sposobów projekt, który wydawać by się mogło, że znam przecież od podszewki i czerpię z tego dziką radość. W tym wypadku zanim wypożyczę swój projekt sprawdzam portfolio stylisty oraz fotografa by mieć pewność, że niespodzianka będzie pozytywna.


      Wiem, że to dwa skrajne podejścia do przedstawiania mojej pracy ale cóż, stoicyzm jest obcy mojej naturze.

       

       

       

       

       

       

      B: Muszę zapytać o obecność w jednej z Pani kolekcji elementów zaczerpniętych z twórczości HR Gigera. Czytałam, że bez problemów zezwolił na wykorzystanie swoich malarskich motywów. Pewien swego artysta, który wspiera młodszych, czy zafascynowała go Pani twórczość?


      MD: Mam łatwość nawiązywania kontaktów i entuzjazm, który poruszyłby chyba umarłego. Jeśli mi na czymś zależy to nie ma rzeczy niemożliwych, są ewentualnie te, których realizacja przesuwa się w czasie. Z Gigerem oczywiście nie było tak łatwo od razu ale jak się okazało mamy wiele wspólnych zainteresowań i obracamy się w podobnym środowisku (tatuaże, motocykle i sztuka szeroko rozumiana) i z pewnością ujęło go to, że jestem fanką jego twórczości od wielu, wielu lat. Oczywiście jego agent prześwietlił mnie i to co robię z dokładnością wielką, zaprzyjaźniliśmy się i okazał się niezwykle przyjaznym człowiekiem. Musiałam przedstawić szkice i opisać całą ideę kolekcji zanim otrzymałam ostateczną zgodę. Sam agent Gigera a artysta z chęcią na to przystał zaproponował bym umieściła na wystawie w jego muzeum kilka moich projektów gdy już wezmą udział we wszystkich możliwych edytorialach.

       

       

       

       

       

       


      B: Większość młodych polskich projektantów narzeka, że nie ma za co żyć – nie ma pieniędzy na materiały, więc nie szyje, a tym samym nie ma zamówień. Czy Pani w początkowym etapie kariery udało się uniknąć tego typu problemów? Co mogłaby Pani poradzić zapaleńcom, którzy mają talent, ale kompletnie nie mają głowy do interesów, więc pogrążają się w marazmie, zamiast pracować?

       


      MD: Na problemy finansowe najlepsza jest praca. Młodym ludziom wydaje się, że praca projektanta polega tylko na wymyślaniu dwóch kolekcji rocznie, otaczaniu się pięknymi ludźmi i rzeczami oraz na lansowaniu swojej osoby – stąd chyba taki boom na projektantów. Jeśli „młody-zdolny” tak widzi ten zawód to niech sobie lepiej odpuści i poszuka łatwiejszego chleba. Nie mam zielonego pojęcia czego uczą szkoły projektowania mody (przynajmniej w Polsce) ale widzę, że brakuje projektantom rzetelnego rzemiosła, opanowanie którego z całą pewnością zwalczyłoby przynajmniej na początku kariery problemy z finansami. Uszycie żakieciku dla pani Basi z banku lub spódniczki dla dentystki Zosi jest treningiem umiejętności i jednocześnie przynosi pieniądze. Mnie samej nie było łatwo ale ciągle się uczę. Na własnej skórze eksperymentowałam zdobywając wiedzę rzemieślniczą i biznesową, teraz przyszedł czas twórczego wyżywania się i praca nad public relations. Jestem przekonana, że połączenie tych czterech filarów daje szanse na osiągnięcie celu jakim jest wymarzona praca projektanta, spokojnie i w dostatku żyjącego ze swojej pracy.

       

       

       

       

       

       

       

      B: Co, Pani zdaniem, powstrzymuje polskich projektantów przed robieniem zagranicznej kariery? Czy to kwestia mentalności?

       

      MD: Według mnie to kwestia braku wiary w siebie i ludzi oraz wmówienia sobie tak po polsku, że na wszystko potrzebne są wielkie pieniądze i "plecy". Mnie łatwiej jest za granicą niż we własnym kraju. Tu nikt nie musi się ze mną spotykać twarzą w twarz, nie muszę uszyć pani reaktor żakieciku w zamian za publikację, nie muszę chodzić na wszystkie imprezy i szczerzyć zębów do fotoreporterów. Mogę być sobą z moimi wadami i zaletami i mieć gwarancję, że jedynym kryterium oceny jest moja własna praca. Za granicą ceni się oryginalność, więc jeśli ktoś wzoruje się na zachodnich projektantach czy domach mody, to niech zapomni o światowej karierze, no chyba, że ktoś ma strasznie duże pieniędzy, by wydawać fortunę na firmy PR, kupić przyjaźń ważnych osób, drogie prezenty dla redaktorów, stylistów itd. Pieniądze często potrafią sprawić, że oczy na pewne sprawy się przymykają, ale to tylko na jakiś czas, bo talentu za nie kupić nie można.

       

       

      

       

       

      

      Strona internetowa.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „0138 MAŁGORZATA DUDEK - WYWIAD”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2012 22:15
    • 0137 OFF FW 2012/2013: ALEXIS & PONY

       

       

      O kolekcji Marty Madli [Alexis] i Szymona Rychlika [Pony], można powiedzieć dwie skrajnie różne rzeczy.

       

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

      Alexis&Pony

       

       

      Kolekcja równie błyskotliwa i lekka jak opis, którym oficjalnie przedstawiają się autorzy. Prawdziwa zabawa z modą, zarówno jeśli chodzi o same sylwetki, jak i ich przedstawienie na wybiegu. Ekstrawaganckie, sensualne połączenie różnych materiałów, stylistyki, i ta nonszalancja modeli! Świetnie wyczuli klimat kolekcji i potrafili oddać jej ducha. Nigdy dotąd nie widziałam równie oryginalnej, odważnej, bezkompromisowej kolekcji, zrealizowanej jednocześnie tak małym nakładem środków - to godne pozazdroszczenia. Lapidarny ekscentryzm, oko puszczone do publiczności, tak rzadka dziś śmiałość i rzutkość! Coś wspaniałego! Jeden z najlepszych pokazów OFF-u!

       

       

       

       

      Ewentualnie...

       

       

       

       

      Kolekcja równie beznadziejna i infantylna, co opis, którym oficjalnie przedstawiają się autorzy. Nie dziwię się, że nie podają swoich nazwisk. Sąsiedzi mogliby ich wykląć i spalić słomianki ich rodzinom.  Dziwię się, że modele dali się wypchnąć na wybieg, ale w końcu żyjemy w kraju, gdzie 200 zł [dostali aż tyle?] jest nie do pogardzenia. Nigdy w życiu nie widziałam większego, kolokwialnie mówiąc, syfu, mimo że śledzę nawet prace zaliczeniowe szkół odzieżowych z małych miejscowości. A fe! Do czego to było wielkiemu Fashion Fylozofi? Dla żartu? Jak się teraz czują ci, co się w tym roku nie dostali? Pewnie nie żałują!


       

       

       

      I niechaj każdy sobie wybierze, co mu bardziej pasuje! Jedno i drugie jest równie dobre, wystarczy pewność w głosie.

       

       

       

       

       

      Strona internetowa nie działa, ale może zadziała, więc podaję adres.

      Zdjęcia: materiały prasowe, P. Stoppa.

       

       


       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2012 22:13
    • 0136 OFF FW 2012/2013: OLA BAJER

       

       

      Ola Bajer

       

       

      Przyznam szczerze, że kolekcja "Dym" to chyba najmilsze odkrycie ostatniego łódzkiego Tygodnia Mody - niespodziewane, nie wyglądane z wielką nadzieją, ba - o nazwę "bola" się potknęłam, ale nie było to potknięcie na tyle dotkliwe, by mocniej zainteresować się tematem, a tu takie zaskoczenie.

       

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

      Ola Bajer

       

       

       

      Szarość w wydaniu Bajer jest jak nigdy twarzowa. Spokojna, dostojna, może być poczytana jako jesienno-zimowe wyciszenie, a nie nuda i banał. Kolekcja jest mieszana, damsko-męska, a właściwie nie - w sposób bardzo udany projektantka pogodziła obie płci, nie proponując tego, co zwykle widzimy na wybiegach - czyli modelek w marynarkach i modeli w sukienkach. "Uniseks" Bajer jest bardzo łagodny i naturalny.


       

      Rzecz jasna, kolekcja Aleksandry Bajer nie wprawia mnie w spazmy, nie powoduje drżenia rąk ani łzawienia oczu, ale sprawia, że jeden lub drugi ciuch z jej kolekcji chętnie miałabym w szafie. I nie wiem, czy nie wygrywa tym z McQueenem czy Galliano, których podziwiam, ale obawiałabym się nosić. "Dym" z pewnością nie wpisuje się w kanon tego, co nazywam sztuką, ale jest porcją solidnego rzemiosła, bliskiego człowiekowi - do noszenia na co dzień. Swobodnie przechadzający się po wybiegu modele w płaskim obuwiu potwierdzają tylko, że zestaw to szczera, prosta, codzienna moda, której chce się trochę przygarnąć do siebie.

       

      Plus za czerwone i niebieskie akcenty.


       

       

       

       

       

      Ola B., czyli bola na facebooku.

      Zdjęcia: B. Szmigulski, lamode.info

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 30 kwietnia 2012 21:09

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji