biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • czwartek, 21 kwietnia 2011
    • 0008 CZY SYNOWI TAKSÓWKARZA WYPADA BYĆ GENIUSZEM?

       


      Alexander McQueen

       

       

      Urodził się w 69. roku w Wielkiej Brytanii, jako syn taksówkarza i nauczycielki. Miał dwóch braci i trzy siostry. Od najmłodszych lat fascynowało go krawiectwo. Szył sukienki dla sióstr, budząc niepokój ojca i braci. Tylko matka pochwalała jego upór w pragnieniu zostania krawcem i akceptowała jego homoseksualizm - on sam nazwał siebie "różową owcą w rodzinie".  W szkole Anderson&Sheppeard w Londynie chciał zostać nauczycielem. Nie nadawał się, ale zaproponowano mu naukę. Zawodowe szlify zdobywał szyjąc dla koronowanych głów i polityków. Ale nie chciał być krawcem, tylko kreatorem. Szył kostiumy teatralne u Gievesa i Hawksa. Pracował u Romeo Gigli i Koji Tatsuno. Potem uczył się w prestiżowym Central St. Martin's College of Art and Design i tam został zauważony - jego kolekcja dyplomowa zachwyciła Isabellę Blow, angielską dziennikarkę o wielkich wpływach, której uwielbienie dla talentu McQueena pozwoliło mu wypłynąć na szerokie wody. Jako najmłodszy człowiek w historii został obwołany Brytyjskim Projektantem Roku. Pracował dla Givenchy i Gucci. A potem otworzył własny dom mody i ostatecznie stał się sobą.

       

       


      Jeżeli ktokolwiek zapyta mnie kiedyś, kim był Alexander McQueen, odpowiem bez wahania: najlepszym kreatorem mody w dziejach gatunku. Był wizjonerem, który za nic miał reguły rządzące tym światem, i rekreował go na swoją modłę, na swoich warunkach. Z kolekcji na kolekcję stawał się lepszy.

       

       

       

      Kobieta McQueena to trudna do określenia istota. Raz hermetycznie zamknięta, kiedy indziej znów ekstrawertyczna i pełna życia, wigoru i nieskrępowanej siły. Eteryczna, wręcz dziecięco krucha, a potem mroczna i złowroga. Ulubione motywy projektanta to sute suknie z koronek, ekstrawaganckie pióra, wyraziste, geometryczne linie i drobne, skomplikowane wzory. Często odwoływał się też do historycznych, spektakularnych fasonów - wysokie kołnierze, peleryny, gorsety, powłóczyste halki. Wiele projektów przywoływało skojarzenia z fauną i florą. Sam kroił i szył większość swoich sukien. Kontrolował detale: makijaże, fryzury modelek.


       


      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

       


      Czy McQueen kogoś naśladował? Oczywiście, ale w jego pracach trudno doszukać się echa konkretnych projektantów. To dlatego, że w poszukiwaniu inspiracji nie zawierzył któremuś ze swoich poprzedników po fachu, a znajdywał w doskonałych źródłach – przyrodzie, technice, kulturze ludowej, malarstwie. Wokół nas roi się od stymulujących zjawisk, ale nie każdy potrafi pełnymi dłońmi czerpać z chaosu i krystalizować bezmiar pomysłów, które w nim krążą. McQueen potrafił i nie przychodziło mu to z trudem, bo posiadał dar, którego próżno szukać na uczelniach, warsztatach, seminariach i u obrosłych doświadczeniem profesjonalistów. Ta nieuchwytna i niemożliwa do nazwania cecha czyniła go wyjątkowym, grubą kreską oddzieliła od wszystkiego, co można tylko mieć na myśli, rozważając hasło "projektowanie mody".

       

       


      Są dobre domy mody. Są dobrzy projektanci. Są projektanci z polotem. Ale czy kojarzycie kogoś tak nieskrępowanego jak McQueen? Tak inspirującego? Motywować do samodzielnej pracy może tylko artysta. Rzemieślnik, który ciągle przemyśliwuje, szuka, porównuje, który w ogóle zastanawia się, w jaki sposób pracować – może zmotywować najwyżej do starannego krojenia materiału czy równego przyszywania guzików. Bycie sobą to krwawa batalia na całe życie i nie każdy może udźwignąć trudy zwycięstwa. Bo cóż mamy z niego ponad własną satysfakcję? Czy każdy może coś zyskać na byciu sobą? Żeby zadowolić całe rzesze, trzeba się naginać! McQueen miał to szczęście, że zachwycał, pozostając sobą.

       

       


      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

      Alexander McQueen

       

       

       

      Banalne słowo: „tworzyć”. Czy zastanawiamy się w ogóle, co ono znaczy? Znaczy: budować od podstaw, bez bazy, coś, czego jeszcze nie było. McQueen tak właśnie pracował. Jego prace nie były wariacjami na znane już tematy. Poszukiwał tam, gdzie żaden projektant jeszcze nie zabrnął. Nawet John Galliano, chyba jedyny żyjący artysta pośród modowych designerów, przy McQueenie wydawał się zawracającym głowę hochsztaplerem.

       

       


      McQueen to nie tylko ekstraordynaryjne suknie szyte z doskonałych tkanin, dostępne za okazaniem zawrotnych sum. To także niedrogie linie dodatków, dostępne dla każdej fashionistki. Proste, ale po brzegi wypełnione charakterem kopertówki z kastetowym uchwytem, wszędobylski motyw czaszki, wysokie szpilki z ekspresem – to elementy obowiązkowe w garderobie każdej szanującej trendy kobiety. Tak więc dom mody McQueena to nie jedynie wysokie, artystyczne krawiectwo, ale i kultowe drobnostki, które nie były pokarmem dla wielbiących sztukę. Z talentem McQueena mógł obcować każdy, bez utraty wysokiego poziomu. Być bezwolnym niewolnikiem mody? Z tym człowiekiem – bez ryzyka!


       




       

       


      Blow, La Chapelle, Knight, Bjork - McQueen przyciągał niepospolitych i kreatywnych. Uwielbiały go aktorki i piosenkarki. Kupowały jego stroje na oficjalne gale, scenę, okładki płyt.

       

       


      Bjork


      Bjork


      Bjork

       


      Wiele osób krytykowało jednak McQueena, że jego projekty są zbyt kontrowersyjne. Że pokazy są zbyt niekonwencjonalne, teatralne, że odrealnione, że abstrakcyjne, prowokujące, mroczne. Modelki spacerujące po szachownicy? Suknie ukończone dopiero na wybiegu, gdy automat ochlapie je farbą? Poprute kreacje? Bandaże? Wypchane dzikie zwierzęta? Koncert na żywo? Kalekie modelki? Czy w tym naprawdę jest coś nieodpowiedniego? Co można poradzić takim osobom... Chyba tylko tyle, żeby schowały się do swoich pikowanych torebek Chanel i nie uchylały ich przez najbliższe kilkadziesiąt lat.

       

       

      Naśladowcy McQueen działają dziś pełną parą, ale zdaje mi się, że sami nie mają nadziei na sukces swojego przedsięwzięcia. Dorobek projektanta jest ogromnie bogaty, więc jest i co kopiować. Motywy dzieł McQueena jeszcze przez długie lata będą pobrzmiewać na wybiegach. Może zachwycimy się jeden lub dwa razy, pomyślimy: „to jest dobre, tak, on by tak to zrobił”. Ale czy ktoś zrobi to lepiej? Powątpiewam, i wcale nie jest mi z tym źle. Uwielbiam hołubić i gloryfikować, a tak rzadko mam kogo. McQueen w pełni zasługuje i na zwyczajny ludzki podziw, i na zawodowy szacunek.

       

       

       

      Jednak oprócz wielkiej radości obcowania z geniuszem dał nam coś o wiele ważniejszego. Samobójcza, tragiczna śmierć Lee McQueena pokazuje, że talent, satysfakcjonująca praca i uwielbienie to wcale nie to, co jest naprawdę w życiu ważne.

       


      McQueen wielkim projektantem był. Choć sam, ze zwykłą sobie prostotą mówił, że świadczy tylko usługi.




       

       

       

      Zdjęcia: google, nieopisane nazwiskami.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 kwietnia 2011 23:22
    • 0007 ZMAGANIA Z MATERIĄ NIEOŻYWIONĄ

       

       

      Zawsze zwracam uwagę na nagłówki, donoszące o nowych punktach w portfolio Pauliny Papierskiej. Nie dlatego, że to kawał solidnego rzemiosła, którym można by nasycić wypalony monitorem wzrok, ale ponieważ - jak to płoche dziewczę - wiele razy wyobrażałam sobie siebie w roli fotomodelki. Ciekawi mnie więc, jak radzi sobie przed obiektywem dziewczyna ze wszech miar przeciętna, o której nie pomyślałbyś, mijając ją na ulicy, że może być wziętą modelką.

       

       

      Paulina Papierska

       

      Paulina Papierska

       

      Paulina Papierska

       

      Paulina Papierska


       

      Nowy punkt w portfolio to sesja dla BuyVip, segmentu grupy Allegro. Na stronach BuyVip cyklicznie, na krótki okres czasu, pojawiają się produkty różnych marek, które można kupić po cenach znacznie niższych, niż regularne. Tym razem w ofercie pojawiają się ciuchy Custo Barcelona. I to wcale nie te najlepsze.


       

       

      Pomijam całkowicie kwestię prezentowanych strojów. W ogóle nie pasują do urody i figury modelki. Nie pasują nawet rozmiarem. Nie są oryginalne ani choćby ciekawe. Wyjątek stanowi może długa suknia, jednak to tylko domniemanie – przecież na zdjęciu prawie wcale jej nie widać. Zestawienie ubrań też pozostawia bardzo wiele do życzenia.


       

      Fotograf umiejętnie wywlekł na pierwszy plan wszystkie wady Pauliny. Widzimy wyraźnie gęste, ale nazbyt długie brwi, niewielkie oczy, których gruba krecha na linii wodnej wcale nie powiększyła, mocną brodę, której fale na matowych włosach wcale nie zmiękczyły... Nikt nie zadbał nawet, żeby odprowadzić krew ze zsiniałych dłoni.


       

      Pozy? Od niechcenia. Mimika? A cóż to takiego mimika jest?


       

      Czy na planie był fotograf? Czy ktoś panował nad tym chaosem?


       

      Są dwie tezy dotyczące kobiet prezentujących modę. Jedna głosi, że kobieta powinna być piękna, proporcjonalna, zdrowa, jej wygląd ma budzić podziw i zazdrość. Ma sugerować, że w ubraniach, jakie ma na sobie, ozdobach, zapachu – każda kobieta może poczuć się piękna. Druga mówi, że modelka ma przykuwać uwagę. A więc może być interesująca [współczesny synonim wyrazu „brzydka”], z pozoru zwyczajna, ale z oślepiającym błyskiem w oku, czymś nieuchwytnym. Paulina jest właśnie zwyczajna, ale owego błysku jej brakuje. Można powiedzieć, że skoro sama zgłosiła się do Top Model, pozowanie powinna mieć we krwi. A nie ma. Więc niech wraca do domu! Ale może się jeszcze wyrobi? Ile Polska ma rzetelnie pracujących modelek? Zgrabnych, z zadbanym ciałem, profesjonalistek, a nie dziewcząt z łapanki, jak te zwykle pojawiające się na wybiegach? Może warto by dać pasjonatce szansę, niech się wyrabia... Jak na razie nie ma mowy o wpisywaniu się w różne stylistyki i przyjmowanie różnych ról. Nieodmienna pozostaje krótkopazurzysta, zaciśnięta piąstka pod brodą.


       

      Porównanie dwóch ostatnich sesji Pauliny – tej dla BuyVip i dla gazety Glamour – skłania mnie do wybaczenia jej paskudnego wyglądu na zdjęciach. Ta dziewczyna nie jest całkowicie pozbawiona prezencji, ale potrzebuje opieki ze strony fotografa. Zdjęcia z Glamour są nijakie, owszem, ale stoją bliżej prawideł sztuki fotograficznej, niż „sesja” dla Custo. Źle wykonane zdjęcia rzutują przecież na modelkę. Zdjęcia BuyVip to zły gust, nuda, ciemności i zgarbiona dziewczyna z nieokreśloną miną, w za dużych, kolorowych ubraniach. Ni dziecko, ni kobieta. A wystarczy zajrzeć na stronę Custo Barcelona, by zobaczyć, że nie potrzeba wielkich stylistycznych środków, by przyzwoicie zaprezentować oferowany towar. Zdjęcia w wykonaniu BuyVip to ani sesja artystyczna, ani zwykły packshot.


       

      Zestaw zdjęć sprawia, że zaczynam się poważnie zastanawiać nad etymologią związku „sesja zdjęciowa”. Wydawało mi się dotąd, że fotografie będące efektem pracy zorganizowanej grupy mniej lub bardziej zaawansowanych profesjonalistów – projektantów, szwaczek, praczek, prasowaczek, stylistów, makijażystów, fryzjerów, fotografa, asystenta fotografa, pana z luksomierzem, białej płachty, no i oczywiście modelki, to właśnie nic innego, jak sesja zdjęciowa. A tu proszę – nie żadna sesja, tylko dziewczyna staje pod ścianą, naburmusza się, cykamy i gotowe. Pardon, nie tylko pod ścianą – mamy też przypadkowe wyjście na dach i fotkę na tle pochmurnego nieba. Znowu czuję się nieuszanowana jako klient!


       

      A Paulinie przypominam, że wciąż ma szansę zbudowania swojej kariery na czymś innym, niż praca od dziewiątej do siedemnastej i papierkowa robota na kuchennym blacie między brudnymi talerzami w czasie wolnym – nie zaprzepaść tej okazji! :-)

       

       

      Foty: materiały prasowe

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 kwietnia 2011 00:31
  • piątek, 15 kwietnia 2011
    • 0006 HENNES I MAURITZ W JEDNYM STALI DOMU.

       

       

       

      H&M

       

       

      Jak zwykle dotąd, firma H&M proponuje swoim klientkom na wiosnę wyważoną wypadkową trendów, zaczerpniętych z najlepszych światowych domów mody. Prężnie rozwijająca się szwedzka marka w genialny sposób łączy zalety dobrego wzornictwa, jakości i dostępności. Nic dziwnego, że wciąż przybywa usatysfakcjonowanych konsumentek – wiosenna kolekcja damska to potwierdzenie, że H&M jest jedną z niewielu firm, gotową regularnie dostarczać najświeższych modnych fasonów kobietom o zróżnicowanych gustach i zasobności portfela.

       

       



      h&m wiosna 2011h&m wiosna 2011

       

       

      Na kolekcję składają się sukienki, bluzki, spodnie, spódnice, okrycia wierzchnie i dodatki zgodne z wiodącymi trendami tej wiosny. Mamy odwołania do niestarzejących się lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – odsłaniające nogi obfite spódnice bombki z wysokim stanem, zgrabne, krótkie przylegające do ciała żakieciki, popularne w tym sezonie hafty Richelieu na delikatnych, białych tkaninach, dopasowane szorty i krótkie kamizelki oraz szerokie, maksymalnie długie spodnie i powłóczyste, długie suknie z odkrytymi ramionami, z tkanin dekorowanych abstrakcyjnymi wzorami. W promocyjnej sesji zdjęciowej pamiętano o detalach: modelki lansują koki i ciemne okulary-muchy, obuwie na drewnianych koturnach, rozpuszczone, swobodnie ułożone włosy. W kolekcji nie nadużyto neonowych barw, wręcz przeciwnie, kolory są stonowane, choć ciągle żywe – zalotne róże, zieleń, odcienie niebieskiego. Nie brakuje pożądanej obecnie bieli. H&M proponuje akcesoria - wyrazistą biżuterię w postaci dużych bransoletek i wisiorów, i niewielkie torebki na pasku. Okrycia wierzchnie, kurtki i krótkie płaszczyki prezentują się mniej okazale – głównie ciemne barwy, brązy i czernie. Fasony są proste, więc mają tę zaletę, że mogą zagościć w szafie na dłużej i stanowić podporę zestawów w dowolnym stylu. Zwolenniczki jasnych tonów też znajdą coś dla siebie, ale raczej na słoneczny, ciepły dzień, ponieważ projektanci biel, beże i róż zarezerwowali dla lekkich, krótkich żakietów.

       

      h&m wiosna 2011h&m wiosna 2011

      h&m wiosna 2011h&m wiosna 2011

      h&m wiosna 2011h&m wiosna 2011

       

       

       

      Wiosenną kolekcję H&M uważam za bardzo udaną. Marka nigdy nie ośmielała się na samodzielne kreowanie trendów, ale nie leży to w jej polityce. W kilkudziesięciu trafionych propozycjach odnajdziemy echa najbardziej prestiżowych wybiegów świata mody. Zakładając stroje z najnowszej kolekcji Hennes & Mauritz poczujemy się kobieco i na czasie, nie tracąc majątku na rzeczy, które przebrzmią wraz z zakończeniem sezonu. Oferta H&M to świetnie rozwiązanie zarówno dla osób, które poszukują swego stylu i często zmieniają garderobę, jak również tych, które nie mając głowy do zakupów pragną szybko skompletować twarzowe i modne zestawy, poruszając się w obrębie jednego sklepu.

       


       

       

      Tylko czemu po dwóch praniach robią się z tego takie szmaty?




      Zdjęcia zaczerpnięte z portalu groszki.pl.

       


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      piątek, 15 kwietnia 2011 23:51

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji