biuletyna.blox.pl

Wpisy

  • sobota, 08 grudnia 2012
  • sobota, 01 grudnia 2012
    • 0168 MICHELLE OH RAZ JESZCZE

       

       

      Michelle Oh

       

       

       

      O biżuteryjnych pracach Michelle, urodzonej w Indonezji, a osiadłej w Londynie pisałam już wcześniej. Wynalazłam ją półtora roku temu i z przyjemnością skonstatowałam, że jeżeli prosperowałabym choć w połowie swoich możliwości [w końcu jestem prawie że magistrem!], robiłabym przedmioty podobne do tych, które wytwarza Michelle. Zepsucie, dekonstrukcja, w połowie porzucona praca, wytwory tak niewykończone, że aż piękne – to żywioł Oh. I bardzo bliska mi estetyka.

       

       

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

      Michelle Oh

       

       

       

       

       

      O biżuterii.

      Wywiad.

       

       

      Zdjęcia: Michelle Oh, za pozwoleniem projektantki.

      

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      sobota, 01 grudnia 2012 23:13
    • 0167 THE BEST OF THE OFF, CZYLI NIEUDANE DEBIUTY PROSZĘ POPEŁNIAĆ W DOMU

       

       

       

      Jezusie nazareńszczański, skończyłam! Było ciężko!

       

       

       

       

      Całościowe, niewybiórcze a pełne zrecenzowanie październikowych pokazów strefy OFF podczas polskiego tygodnia mody kosztowało mnie wiele zachodu. Czy może inaczej. Myślenie i pisanie nie kosztuje wiele, gdy się już do niego przymusi, ale cierpienia jest przecież znacznie mniej, gdy jest o czym pisać, gdy kolekcja wzbudza pozytywne emocje. Przyjęłam sobie jednak za punkt honoru [może mi się od tego wyrobi...] opisać wszystkie obejrzane kolekcje i to chronologicznie, w kolejności pojawiania sylwetek na wybiegu [tu nastąpiła niewielka destabilizacja, ale mało kto się zorientował]. To mordęga przebrnąć przez kilka tematów, które nie frapują ani trochę, by móc szczęśliwie dobrnąć do czegoś wartościowego. Ale poćwiczyć ortografię nigdy nie zawadzi...

       

       

       

       

       

      #1

      Od wiosny do jesieni, gdy dnie długie, ciepło i jest się czym zająć, praca zdaje się iść projektantom jak po grudzie. Piszę o tym już drugi pełny rok, choć i wcześniej jako niemy obserwator Fashion Philosophy miałam podobne spostrzeżenia. Kolekcje na wiosnę i lato rokrocznie są widomie słabsze, niż te na chłodne miesiące.

       

       

       

       

      #2

      To nie fotografia artystyczna, obiektu nie należy interpretować – należy wiernie go oddać. Wiosną narzekałam, że zdjęcia są przepalone, w rezultacie przekłamują kolory strojów. Powinnam była docenić, że fotograf [ten od łażenia za znanymi ludźmi i pokładania z sz.p. Felicjańską, czyli Przemysław Stoppa] wpuszczał przez błonę tyle światła, ile się dało. A że za dużo... Tym razem zdjęcia z OFFu były tak ciemne, że równie trudno rozeznać, co na nich jest. Na wybiegu OFFu jest ciemno, że oko wykol, ale po subtelnej obróbce, która ratowałaby jego opłakany stan, nie fałszując rzeczywistego wyglądu i modeli, i strojów – byłabym usatysfakcjonowana. Robienie zdjęć en face nadchodzącym powoli [po sylwetek mało] postaciom to nic wielkiego, przynajmniej dla kogoś, kto zrobił już w życiu parę zdjęć. Pokażmy całą osobę, poprawmy nasycenie barw, rozświetlmy trochę mroki – ot, cała filozofia. To fotografia dokumentalna, nie artystyczna – nie wymaga talentu, a kilku rzemieślniczych umiejętności. Ale i to czasem zbyt wiele! Szamot Lyzab szamotał się po wybiegu tak, że i kadry, i kolory, i światło są, mówiąc bardzo subtelnie, kuriozalne. Apeluję z mej niskiej instancji, by zadbać o to, by udostępniane nieodpłatnie zdjęcia z pokazów były dobrej jakości, umożliwiające osobie nieobecnej ocenę danej kolekcji [bo może przy kąpie siedzi kupiec z Chin, który skupuje tysiącami, i organizatorom skapnęłaby sowita prowizja?]. A jeśli działa tu zasada co za darmo, to gówniane, proszę udostępniać fotografie tylko za opłatą. Z pewnością liczba publikacji dot. Fashion Week Poland w internecie spadłaby na łeb na szyję, więc najlepiej będzie pofatygować się i znaleźć fotografa, który zgodzi się pracować wyłącznie za reklamę i nie spieprzy roboty. Kilka tygodni temu napisałam z niewinnym pytaniem do naczelnego odpowiadacza mailowego Fashion Philosophy, Mateusza Kaczorowskiego, czy planują jakieś zmiany względem oficjalnych fotografii z pokazów. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi, co zresztą przeczuwałam. Ktoś, kto głupawymi pytaniami chce podkopać naszą niezawisłą idealność, nie liczy się i nie lubimy go. Znika 'szanowna pani blogerko, ął ęł, zapraszamy serdecznie'. Ale mnie to już nie dziwi. Jesteśmy tylko ludźmi. Możemy zatem bywać dziećmi.

       

       

      Nigdy nie prowokuję nikogo celowo. Jako osoba o ustabilizowanym poczuciu wartości, która nie musi sobie już niczego udowadniać, często irytuję tych nieco bardziej chwiejnych. Bywam też często posądzana o obcesowość, a to jedynie dlatego, że nie lubię głupoty. Tymczasem, wydanie pozytywnej czy negatywnej opinii, we mnie samej nie zbudza większych emocji. Myślę – mówię. Chcąc nie chcąc, indukuję różnej wartości ładunki agresji. Z własnej autopsji [jak mawia pewna magister, uwielbiam ten związek frazeologiczny] wiem jednak, że to dobrze. Ludzie się obrażają, mruczą, plują, tłuką przedmioty, a ostatecznie daje to dobry efekt – przemianę na lepsze. Czasem trwa to chwilę, czasem lata, zazwyczaj nikt się nie przyznaje do konkretnego wpływu, bo jest na to za słaby, ale słowa są jak ster wielkiego okrętu – nie trzeba się napracować fizycznie, by zmienić czyjeś życie. Więc może nie za rok, nie za trzy, ale oficjalne zdjęcia z FW osiągną kiedyś poziom zero.

       

       

       

       

       

      #3

      W treściach, które przesyłane są mediom jako materiały od projektantów [sylwetki, opis kolekcji itp.] nagminnie podawane są nieistniejące adresy stron internetowych. Nie rozumiem tego. Artyści powinni dbać o swój wizerunek w sieci. Trochę niepoważnie startować na OFF i nie mieć swojej wirtualnej wizytówki, chociażby z biogramem, albo od straszliwej biedy reprezentacji na facebooku. Nie wymagam od początkujących rozbudowanej witryny za tysiące złotych, filmu modowego, sesji promocyjnej i lookbooka, jednak jedno jedyne, choćby malutkie, ale wiarygodne źródło wiedzy o danej osobie autorstwa jej samej by się przydało – w interesie projektanta. Inaczej twórca sam siebie skazuje na mnożące się w sieci nieprawdziwe albo niedokładne informacje o sobie i swojej pracy. Trudno być rzetelnym, gdy projektant się ukrywa. Internet jest dziś medium, z którego czerpie się wiedzę ostateczną. Nie muszę zabiegać o wywiad, by dowiedzieć się rzeczy podstawowych. A jeśli po wpisaniu konkretnego adresu widzę „page not found”, to co mogę sobie pomyśleć o nadawcy tego adresu?

       

       

       

       

       

      #4

      O ile nieobecności Jacka Kłosińskiego na tegorocznym OFFie w ogóle nie odnotowałam, tyle Maldorora Low Couture, owszem, brak. Zanotowałam pozytywny przyrost Olgi Mieloszyk [wywiad wkrótce] i constans Pauliny Plizgi. Maldoror przeniósł się na Aleję Projektantów [znaczysie Designer Avenue] i zasłynął w tabloidzie gloryfikcją tzw. mamy Madzi. Pierwszego dnia , gdy zeszłej zimy powiedziano i napisano o tzw. mamie Madzi stwierdziłam, że albo sprzedali albo zatłukli. I nie wzruszałam się tym więcej. Grzegorz Matląg, którego podziwiam za doskonałe zrozumienie polskiego motłochu, i tego anonimowego i neutralnego, i tego z pieniędzmi, wiedział, gdzie uderzyć. Podczas gdy jego medialna akcja wzbudziła we mnie „hi hi, ale cwane”, w statystycznym Polaku zawrzało. Rezultat – liczne artykuły, odsłonki, odsłonki, jeszcze raz odsłonki. Żaden projektant z Designer Avenue nie ma takiej siły przebicia. Mogę więc, tak jak w ostatnim sezonie, ocenić jedynie osiągi marketingowe, nie artystyczne. Wiem, że Maldorora stać na o wiele, wiele więcej, niż pokazuje na wybiegu. Ale on doskonale wie, że nie trzeba pracować na 100% swoich możliwości – wystarczy dać ludziom to, co im potrzebne. Recenzentom i stylistom wystarczą podejrzane gdzieś błyszczące spodenki na szelkach, by się zachwycać. Tak, kolekcja Maldorora jak na polskie warunki była świetna. Wszyscy słusznie się nią ekscytowali. Jest 3 lata przed najlepszą kolekcją dowolnego „topowego” polskiego projektanta. I co z tego? W Matlągu podziwiam, że wie [a tak mi się zdaje], jak dawkować swój talent. Potrafi ze swadą powiedzieć, że od nawałnicy swoich codziennych wrażeń wolałby pracę „na kasie w Biedronce” - umie prowokować maluczkich. Być może ma u siebie w kuchence szkice, które odjęły by mi mowę. To znaczy – podobałyby mi się. Ale ich nie pokaże, bo nikt nie jest na nie gotowy. Nikt ich na razie nie kupi. Nie wyjedzie za granicę, bo byłby taki, jak każdy. Tutaj może górować nad Zieniem, nad Paprockimi i Brzozowskimi. To kwestia czasu, gdy będzie u nas numerem jeden. Zdolny chłopak kuty na cztery łapy! Mam nadzieję, że nadejdzie moment, w którym Maldoror będzie mógł pokazać, na co go naprawdę stać, bez obawy, że ktoś to zignoruje. Ale na to potrzeba chyba z sześćdziesięciu lat.

       

       

       

       

      Poniżej kilka najlepszych sylwetek OFFu. Fashion Week Poland stymuluje wydzielanie żółci. Nie polecam, jeśli nie macie co robić, albo jeśli Wam za to odpowiednio dużo nie płacą.

       

       

       

       

      Anniss

      [Anniss]

       

       

       

       

      Herzlich Willkommen

      [Herzlich Willkommen]

       

       

       

      Ima Mad

      [IMA MAD]

       

       

       

      Paulina Plizga

      [Paulina Plizga]

      

       

       

      Olga Mieloszyk

      [Olga Mieloszyk]

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      biuletyna
      Czas publikacji:
      sobota, 01 grudnia 2012 22:13

Kategorie

Tagi

Kanał informacyjny





wywiad>

recenzja>

mail>



























































































































































monitoring pozycji